Do wyborów będziemy mieli precyzyjny projekt pilotażu czterodniowego tygodnia pracy – zapowiadał w lipcu przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk. Podkreślał wprawdzie, że takie skrócenie czasu pracy nie jest „odpowiedzią na dziś”, ale oceniał, że w tym kierunku zmieniała się będzie sytuacja na rynku pracy, m.in. pod wpływem automatyzacji. Ta wypowiedź wywołała sporo emocji i nadziei, czemu trudno się dziwić: sondaże sugerują, że zdecydowana większość pracowników chciałaby pracować mniej, gdyby nie wiązało się to ze spadkiem zarobków. A to jest sedno koncepcji czterodniowego - bądź też 32 godzinnego - tygodnia pracy (w przeciwnym przypadku, tzn. z proporcjonalnym obniżeniem płac, skrócenie czasu pracy byłoby tylko zmniejszeniem wymiaru etatu).

Ekonomiści nie mają wątpliwości, że ze zmianami czasu pracy warto eksperymentować, szczególnie na poziomie indywidualnych firm i organizacji. - Powszechność ośmiogodzinnego dnia pracy bierze się z faktu, że 24 godziny równo dzielą się na trzy ośmiogodzinne bloki, jak na przykład w sloganie Roberta Owena z początku XIX w.: osiem godzin pracy, osiem godzin rekreacji i osiem godzin odpoczynku. Jest bardzo mało prawdopodobne, że przy okazji jest to też liczba godzin pracy, która maksymalizuje dobrobyt - ocenia dr Marek Ignaszak, wykładowca ekonomii na Uniwersytecie Goethego we Frankfurcie. 

Otwartość na eksperymenty to jednak co innego niż przyznanie, że Polska będzie w najbliższym czasie gotowa na powszechne skrócenie czasu pracy. Co do tego bowiem, zdecydowana większość ekonomistów, którzy wzięli udział w naszej sondzie, ma wątpliwości. Nie wynika to tylko z ogromu niepewności, z jaką mierzą się obecnie firmy z powodu kryzysu energetycznego. Najważniejsze wnioski opisaliśmy w powyższym artykule. Poniżej przedstawiamy zaś szczegółowe wyniki ankiety.

Teza 1: Wprowadzenie w Polsce w najbliższych latach czterodniowego tygodnia pracy (praca przez 32 godziny tygodniowo przy zachowaniu niezmienionych płac) miałoby w przeważającej mierze pozytywne konsekwencje gospodarcze i społeczne.

Liczba respondentów: 36

Opinie ekspertów (36)

Piotr Lewandowski

Prezes Instytutu Badań Strukturalnych, jeden z jego fundatorów. Członek międzynarodowej sieci badawczej IZA. W pracy naukowej zajmuje się m.in. ekonomią pracy, emeryturami i zabezpieczeniem społecznym oraz analizą gospodarek krajów transformacji.

Odp: Zdecydowanie się nie zgadzam

Skrócenie czasu pracy do 32 godzin obniżyłoby płace i dochody ludności, dlatego że ludzie nie "marnują" obecnie 20 proc. czasu w pracy. Wnioski z eksperymentów przeprowadzanych w wybranych branżach w najwyżej rozwiniętych krajach, które pokazują wzrost produktywności w następstwie skrócenia czasu pracy, mają małe "external validity", czyli aplikowalność do całej gospodarki. Korekta płac w dół nastąpiłaby przy renegocjacji wynagrodzeń lub przy zatrudnianiu pracowników. Ponieważ taka reforma nie podniosłaby zatrudnienia (szerzej przy drugim pytaniu), spadłyby dochody ludności. Notabene, skrócenie tygodnia pracy o osiem godzin byłoby dwukrotnie większą zmianą niż reformy przeprowadzone w przeszłości w takich krajach jak Francja czy Belgia, gdzie tygodniowy czas pracy skracano o dwie-cztery godziny.

Anna Matysiak

Doktor hab. nauk ekonomicznych, pracuje na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW. Jest członkinią Komitetu Nauk Demograficznych PAN. Specjalizuje się w demografii, ze szczególnym uwzględnieniem badań nad rodziną oraz rynkiem pracy.

Odp: Zgadzam się

Myślę że w dłuższym okresie tak. W krótszym okresie może być to trudne dla firm, nie jestem pewna czy rzeczywiście ludzie będą w stanie wykonać te samą ilość pracy w cztery dni. Dlatego pewnie ten proces powinien być powolny, nie od razu 32 godziny, ale najpierw 38, potem 35, a potem 32. Natomiast w dłuższym okresie miałoby to szanse podnieść jakość życia ludności, równowagę między pracą a rodziną, może nawet ludzie decydowaliby się częściej na kolejne dziecko (z naciskiem na może). Więcej kobiet mogłoby pracować a ojcowie mogliby się w większym stopniu angażować w opiekę (większa równość płci). Pozwoliłoby to także na wykorzystanie potencjału pracy i kwalifikacji kobiet. Obecnie nie jest wykorzystywany, gdyż kobiety albo rezygnują z pracy albo wybierają prace prostsze lub mniej wymagające, które łatwiej połączyć z opieką. 

Łukasz Rachel

Doktor nauk ekonomicznych, adiunkt na University College London, obecnie przebywa na stypendium naukowym na Uniwersytecie Princeton. Od 2008 r. do niedawna pracował w Banku Anglii. Członek grupy eksperckiej Dobrobyt na Pokolenia. Naukowo zajmuje się makroekonomią, w tym zagadnieniami postępu technologicznego, produktywności oraz inflacji.

Odp: Nie zgadzam się

Takie rozwiązanie najprawdopodobniej zmniejszyłoby zagregowaną podaż bardziej niż zagregowany popyt, a więc byłoby proinflacyjne. W okolicznościach dwucyfrowej inflacji jest to więc rozwiązanie ryzykowne. Obecny czas nie jest więc zbyt korzystny, nawet jeśli docelowo to rozwiązanie byłoby pozytywne.
A czy byłoby pozytywne? Mam wiele wątpliwości. Przede wszystkim nie rozumiem jak miałoby się to odbyć przy zachowaniu niezmienionych płac. Czy firmy byłyby zmuszane (i w jakiś sposób kontrolowane) jeśli chodzi o zmianę wynagrodzeń obecnych pracowników? Nawet jeśli tak (co wydaje się wątpliwe) i gdyby bieżące zarobki nominalne pozostałyby niezmienione, to wcale nie oznacza to, że realne zarobki nie zmienią się teraz i w przyszłości. Oczywiście zmienią się, bo firmy podwyższą ceny w miarę jak wzrosną im koszty i ograniczą przyszłe podwyżki.
Uczciwe postawienie sprawy jest takie: zmniejszamy tygodniowy wymiar pracy o 20 proc. i oczekujemy, że będziemy przez to mniej więcej o 20 proc. biedniejsi (może o 15 proc. jeśli wzrośnie efektywność pracy, może o 25 proc. jeśli będzie się to wiązało z upadkiem części firm i generalnie szokiem makroekonomicznym). Taka perspektywa jest uczciwa. Oczywiście ludzie mogą cenić sobie dodatkowy wolny czas bardziej niż 20 proc. dochodu, więc teoretycznie takie rozwiązanie może być dobre dla ogólnego poziomu użyteczności. Ale jest to wątpliwe: gdyby tak było już teraz obserwowalibyśmy więcej pracowników pracujących na część etatu.
Trzeba szukać rozwiązań, które pozwolą każdemu pracownikowi na realizację jej lub jego celów: dobra, satysfakcjonująca praca która, jeśli jest taka wola pracownika, jest na tyle elastyczna, że można wykonywać ją w zmniejszonym zakresie godzin. Nie jestem przekonany, że odgórna zmiana dla wszystkich idzie w dobrym kierunku.  

Marek Góra

Profesor ekonomii, wykładowca w Szkole Głównej Handlowej, specjalizuje się w ekonomii pracy i ekonomii emerytalnej, jest współautorem reformy polskiego systemu emerytalnego z 1999 r.

Odp: Nie zgadzam się

Godzinowy wymiar zatrudnienia jest coraz mniej uchwytny. W wielu przypadkach w ogóle nie jest określony. Dlatego efekt dotyczący skrócenia czasu pracy byłby słabszy niż myślimy. Tam gdzie faktyczne by wystąpił, mógłby jednak prowadzić do ograniczenia możliwości podnoszenia wynagrodzeń. Pracownicy mieliby więcej czasu wolnego, ale w perspektywie jednak mniej pieniędzy. Można zakładać, że krótszy czas pracy to praca bardziej efektywna. Jest to jednak ryzykowne założenie i może dotyczyć raczej tych typów zatrudnienia, w których czas pracy nie jest sztywno określany. 

Marek Ignaszak

Doktor nauk ekonomicznych, adiunkt na Uniwersytecie Goethego we Frankfurcie. Specjalizuje się w badaniach rynku pracy.

Odp: Nie mam zdania

Regulacje czasu pracy mają podobne uzasadnienie ekonomiczne co takie instytucje, jak płaca minimalna. Gdy mamy do czynienia z monopsonistycznym rynkiem pracy (czyli zawsze), poziom zatrudnienia może być zbyt niski ze społecznego punktu widzenia. Ponadto pracodawcy otrzymują renty monopsonistyczne. Regulacja godzin pracy poprzez wyższe zarobki godzinowe grup o najniższej sile przetargowej może podnieść zatrudnienie i redystrybuuje renty na rynku pracy. Oba te efekty podnoszą dobrobyt.
Z drugiej strony, koszty stałe zatrudnienia sprawiają, że liczba godzin i liczba pracowników są niedoskonałymi substytutami. Taniej jest zatrudnić jedną osobę na 40 godzin niż dwie osoby na 20 godzin, nawet jeśli im obu płaci się połowę 40-godzinnej pensji. Krótszy czas pracy zmniejszy więc przeciętne zatrudnienie i dochody pracowników - przynajmniej w krótkim okresie. Mimo to, taka zmiana czasu pracy może być pożądana z perspektywy ogólnego dobrobytu, jeśli podniesie zadowolenie zatrudnionych z pracy i pozwoli im pogodzić pracę z innymi, nierynkowymi aktywnościami. W długim okresie te pozytywne efekty mogą podnieść produktywność pracy i w efekcie zwiększyć zatrudnienie. Bilans nie jest więc jasny ex ante i wymaga dalszych badań, szczególnie w kontekście kraju o średnich dochodach, jakim jest Polska.
Powszechność ośmiogodzinnego dnia pracy bierze się z tego, że 24 godziny równo dzielą się na trzy ośmiogodzinne bloki, jak na przykład w sloganie Roberta Owena z początku XIX w.: "Eight hours' labour, Eight hours' recreation, Eight hours' rest". Jest bardzo mało prawdopodobne, że przy okazji jest to też liczba godzin, która maksymalizuje dobrobyt. Niestety, za mało wiemy, żeby powiedzieć, gdzie to optimum jest. 

Michał Myck

Doktor hab. nauk ekonomicznych, dyrektor Centrum Analiz Ekonomicznych (CenEA), wykładowca Uniwersytetu w Greifswaldzie. Jest badaczem Instytutu Ekonomii Pracy (IZA) w Bonn. Jego badania koncentrują się na modelowaniu zachowań na rynku pracy i wpływie regulacji rynku pracy na zatrudnienie i decyzje emerytalne. Analizuje też właściwości systemów podatkowo-świadczeniowych.

Odp: Nie zgadzam się

Konsekwencje prawnego ograniczenia czasu pracy do czterech dni (32 godz.) w tygodniu są bardzo trudne do wyobrażenia, w szczególności dlatego, iż poza ogólnym hasłem nikt jak dotąd nie określił jak takie ograniczenie miałoby w praktyce funkcjonować.
Czy dotyczyłoby wszystkich branż?
Czy szłoby w parze z czterodniowym tygodniem w szkole?
Czy pracownicy mogliby przepracować piąty dzień w formie nadgodzin?
Przede wszystkim jednak nie jest oczywiste, jak – w dłuższym okresie – funkcjonować miałoby utrzymanie „pięciodniowego” poziomu wynagrodzenia i co „zachowanie niezmienionych płac” de facto znaczy. Ile miałyby wynosić „pięciodniowe” pensje dla nowozatrudnionych w czterodniowym trybie? Pracodawcy prędzej czy później dostosują poziom wynagrodzeń (jeśli nie nominalnie to w wymiarze realnym) do warunków rynkowych, a „niezmienione płace” będą prawnie mogły jedynie funkcjonować w odniesieniu do płacy minimalnej.
Jeśli tak, to należy pytanie postawić inaczej i zacząć najpierw rozważać sensowność czterodniowego tygodnia pracy przy odpowiednio niższym wynagrodzeniu. Takie rozwiązanie pewnie nie znalazłoby już tylu zwolenników. Dyskusja o czterodniowym tygodniu pracy w Polsce jest o tyle zaskakująca, że wydaje się, iż w przypadku regulacji rynku pracy dużo pilniejsze, choć zapewne mniej medialnie atrakcyjne, są takie kwestie jak przestrzeganie przez pracodawców istniejących regulacji dotyczących warunków pracy i wynagrodzeń, BHP czy stanu zdrowia pracowników. 

Marek Dąbrowski

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, gdzie kieruje Katedrą Makroekonomii.

Odp: Nie zgadzam się

Wprowadzenie tak radykalnej zmiany w okresie zwiększonej niepewności gospodarczej (wywołanej pandemią Covid-19 i agresją Rosji na Ukrainę) trudno jest uznać za dobry pomysł. Przedsiębiorstwa muszą się obecnie mierzyć z poważnymi wyzwaniami w postaci rosnących kosztów energii, surowców oraz gorzej funkcjonującymi łańcuchami produkcji. Zmiana długości tygodnia pracy nie powinna być przeprowadzana w takich warunkach. Dodatkowym problemem może być niekorzystna zmiana międzynarodowej konkurencyjności przedsiębiorstw. Polska nie powinna pełnić roli jednego z liderów skracania tygodnia pracy. 

Wojciech Paczos

Doktor nauk ekonomicznych, makroekonomista, wykładowca w Cardiff University i adiunkt w Instytucie Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Obronił doktorat w European University Institute we Florencji, był wizytującym naukowcem w Banku Anglii, jest założycielem grupy eksperckiej „Dobrobyt na Pokolenia” oraz członkiem Zespołu ds. COVID-19 przy Prezesie PAN.

Odp: Zgadzam się

Wprowadzenie pięciodniowego tygodnia pracy w USA w 1938 r. było bardzo kontrowersyjne i miało wielu krytyków, a okazało się być jednoznacznym sukcesem. Była to być może najbardziej jednoznacznie pozytywna dla wszystkich reforma w historii rynku pracy w ogóle - wszędzie na świecie krytycy pięciodniowego tygodnia pracy znikali zaraz po jego wprowadzeniu i nigdy nie udało się ich odnaleźć. To bardzo znamienne.
O sukcesie czterodniowego tygodnia pracy zdecyduje wiele szczegółów implementacji, a przede wszystkim stopnia koordynacji, jednak mam coraz silniejsze przekonanie, że czterodniowy tydzień pracy w 2022 r. i pięciodniowy tydzień pracy w 1938 r. mają więcej podobieństw niż różnic.

Marian Gorynia

Prof. dr hab. Marian Gorynia jest prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, w latach 2002–2016 był prorektorem, a następnie rektorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Odp: Nie zgadzam się

Wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy (praca przez 32 godziny tygodniowo przy zachowaniu niezmienionych płac) doprowadzi do zderzenia dwóch efektów:
1) efektu zmniejszenia wydajności pracy będącego skutkiem skrócenia czasu pracy;
2) efektu wzrostu wydajności pracy wynikającego z lepszej kondycji psychicznej i fizycznej lepiej wypoczętego pracownika.
Jestem jednak przekonany, że per saldo efekt będzie negatywny. Oznaczałoby to w tendencji pogorszenie konkurencyjności gospodarki. Pozytywne skutki wspomniane w pytaniu są oczywiście pożądane, ale ich osiągnięcie możliwe jest w inny sposób (indywidualizacja umów o pracę, elastyczność świadczenia pracy), a nie kosztem obniżki konkurencyjności.

Małgorzata Iwanicz-Drozdowska

Profesor ekonomii, kierownik Katedry Systemu Finansowego w Szkole Głównej Handlowej, członek Komitetu Nauk o Finansach Polskiej Akademii Nauk. Posiada bogate doświadczenie pracy w radach nadzorczych spółek, była też wiceprzewodniczącą Komisji Nadzoru Finansowego. Jej zainteresowania naukowe obejmują sieć bezpieczeństwa finansowego, kwestie stabilności finansowej, zarządzanie instytucjami finansowymi oraz edukację finansową.

Odp: Nie zgadzam się

Mogłoby to pomóc np. w łączeniu pracy z rodzicielstwem, ale w zawodach, w których występuje deficyt "rąk do pracy" (np. ochrona zdrowia), pogorszyłoby to i tak niską dostępność usług w sektorze publicznym i podbiłoby ceny w sektorze prywatnym. W przypadku niektórych sektorów (np. IT) nie należy liczyć też na wzrost zatrudnienia, bo i tak brakuje specjalistów. Według mnie bilans raczej negatywny. 

Witold M. Orłowski

Profesor ekonomii, wykładowca Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie, były rektor tej uczelni. Jest też głównym doradcą ekonomicznym PwC Polska. W działalności naukowej interesuje się makroekonomią, teorią wzrostu oraz integracją europejską.

Odp: Zdecydowanie się nie zgadzam

Wzrost jednostkowych kosztów pracy albo przyspieszyłby inflację albo obniżył konkurencyjność i tempo wzrostu gospodarczego.

Jerzy Wilkin

Profesor ekonomii, kierownik Zakładu Integracji Europejskiej w Instytucie Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN. Wcześniej związany z Wydziałem Nauk Ekonomicznych UW, gdzie był m.in. prodziekanem i dziekanem.

Odp: Nie zgadzam się

Ze względu na sytuację demograficzną, Polska odczuwa w wielu dziedzinach gospodarki brak pracowników. Trudną sytuację łagodzi nieco napływ pracowników z zagranicy, głównie z Ukrainy. Przy poprawie koniunktury gospodarczej i niewielkiej skali substytucji pracy przez kapitał (mechanizacja, robotyzacja itp.) sytuacja uległaby pogorszeniu. 

Małgorzata Zaleska

Profesor ekonomii, dyrektorka Instytutu Bankowości SGH, przewodnicząca Komitetu Nauk o Finansach PAN, była prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie oraz była członkini zarządu NBP.

Odp: Nie zgadzam się

Propozycja wdrożenia 32-godzinnego tygodnia pracy ma podłoże bardziej polityczne niż ekonomiczne. Jest ona szczególnie kusząca dla pracowników niższych szczebli, bardziej dla pokolenia Z niż Y. Dla pracodawców i menadżerów wiąże się z pewnością z nowymi wyzwaniami, m.in. jak zapewnić dotychczasową rentowność firm i ich ciągłość działania. W ujęciu makro fundamentalnym pytaniem pozostaje, czy stać nas na czterodniowy tydzień pracy, jeśli chcemy dogonić najbogatszych zwłaszcza, że współczesna geopolityka wygenerowała kolejny, długotrwały kryzys gospodarczy/finansowy. Ustawowe skrócenie tygodnia pracy do 32 godzin, przy zachowaniu niezmienionych płac, oznaczałoby przecież realny wzrost wszystkich wynagrodzeń o 20 proc. przy tej samej wydajności pracy.

Wojciech Charemza

Profesor ekonomii, wykładowca w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, wcześniej przez wiele lat związany z Uniwersytetem w Leicester. Jego zainteresowania naukowe skupiają się na ekonometrii, prognozowaniu zjawisk gospodarczych oraz zagadnieniu niepewności geopolitycznej.

Odp: Nie zgadzam się

Bardzo trudno jest jednoznacznie się tu wypowiedzieć. Jest wiele argumentów typu 'z jednej strony dobrze, a z drugiej strony źle'. Jeżeli mówimy o najbliższych 2-3 latach, to bilans wypada mi jednak nieco negatywny. Przeważają tu następujące argumenty:
(1) Wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy przy zachowaniu niezmienionych płac działać będzie proinflacyjnie.
(2) Do pracy, którą obecnie wykonują cztery osoby, potrzeba będzie pięć osób. Przy obecnie występujących niedoborach na rynku pracy oznaczać to może spadek PKB.
(3) Zwiększenie liczby wolnych miejsc pracy w istniejących przedsiębiorstwach utrudni wejście na rynek nowopowstającym firmom - to też nie najlepiej dla wzrostu gospodarczego.
Na efekty pozytywne, czyli przyspieszenie adaptacji gospodarki do trwających obecnie zmian technologicznych, oraz na pozytywne zmiany socjologiczne, trzeba będzie poczekać około pięciu lat. Przy obecnej perspektywie wysokiej inflacji i niskiego wzrostu gospodarczego, może lepiej będzie odłożyć tę zmianę na lepsze czasy?

Wojciech Czakon

Profesor ekonomii, twórca i kierownik Katedry Zarządzania Strategicznego na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Komitetu Nauk Organizacji i Zarządzania PAN. Specjalizuje się w badaniach strategii i organizacji przedsiębiorstw oraz sieci międzyorganizacyjnych.

Odp: Nie zgadzam się

Eksperymentowanie z czterodniowym tygodniem pracy jest potrzebne. Jednakże formuła 32h przy tym samym poziomie wynagrodzeń oznacza de facto znaczący wzrost wynagrodzeń, przy wyzwaniach produktywności i harmonizacji działalności, które zostają w całości po stronie przedsiębiorstw/organizacji. Polska gospodarka jest w znaczącym stopniu umiędzynarodowiona co oznacza nie tylko konkurencję z dostawcami innych krajów, ale także konieczność dopasowania się do rytmu pracy korporacji globalnych. Wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy jest znacznie łatwiejsze, gdy siedziby korporacji są w danym kraju, a bardzo trudne, gdy są za granicą. 

Maciej Grodzicki

Doktor nauk ekonomicznych, adiunkt w Katedrze Ekonomii Matematycznej na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek zarządu Polskiej Sieci Ekonomii. Interesuje się m.in. międzynarodową ekonomią polityczną, ekonomią rozwoju oraz ekonomią ekologiczną.

Odp: Zdecydowanie się zgadzam

Skrócenie czasu pracy przyniesie szereg korzyści dla społeczeństwa, w szczególności dla klasy pracującej. Poprawi się poziom zdrowia, w tym zdrowia psychicznego, satysfakcja z czasu wolnego i życia rodzinnego. Zmniejszeniu ulegną nierówności społeczne za sprawą zwiększenia siły przetargowej pracowników (wyższy udział płac w dochodzie narodowym), bezpieczeństwa zatrudnienia oraz bardziej równego rozłożenia pracy nieodpłatnej w domu między kobietami a mężczyznami. Krótszy czas pracy, zgodnie z licznymi badaniami, to również mniejsze emisje dwutlenku węgla oraz możliwości zwiększenia aktywności społecznej i politycznej pracowników. Warunkiem osiągnięcia tych korzyści jest wprowadzenie uzupełniających reform strukturalnych (wzrost zatrudnienia w usługach publicznych, kształcenie kadry medycznej, opiekuńczej i i nauczycielskiej). Wzrost produktywności i automatyzacja będą łagodzić wpływ tych zmian dla sektora przedsiębiorstw, zwłaszcza jeśli reforma zostanie rozłożona w czasie.

Izabela Marcinkowska

Odp: Nie zgadzam się

Grzegorz Gorzelak

Profesorem ekonomii, pracownik Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych (EUROREG) Uniwersytetu Warszawskiego, wieloletni dyrektor tego ośrodka. Specjalizuje się w problematyce rozwoju regionalnego i lokalnego.

Odp: Nie zgadzam się

Małgorzata Knauff

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor w Szkole Głównej Handlowej. Specjalizuje się w teorii gier, organizacji rynków, ekonomii edukacji oraz teorii decyzji.

Odp: Zgadzam się

Mikołaj Czajkowski

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor nadzwyczajny w Katedrze Mikroekonomii Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Pracuje też w Warszawskim Ośrodku Ekonomii Ekologicznej. Specjalizuje się w mikroekonomii.

Odp: Nie zgadzam się

Andrzej Rzońca

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor Szkoły Głównej Handlowej, członek rad nadzroczych i doradczych. W przeszłości m.in. główny ekonomista Platformy Obywatelskiej i członek Rady Polityki Pieniężnej (2010-2016). Jego zainteresowania naukowe koncentrują się na polityce pieniężnej finansach publicznych.

Odp: Zdecydowanie się nie zgadzam

Michał Brzoza-Brzezina

Profesor ekonomii, pracownik Katedry Ekonomii Ilościowej w Szkole Głównej Handlowej oraz Departamentu Analiz i Badań Ekonomicznych NBP. Specjalizuje się w ekonomii monetarnej i polityce pieniężnej.

Odp: Nie zgadzam się

Iga Magda

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor Szkoły Głównej Handlowej, wiceprezeska Instytutu Badań Strukturalnych, członkini sieci badawczej IZA. Jej zainteresowania naukowe obejmują m.in. ekonomię pracy, ekonomię zdrowia, politykę edukacyjną oraz kwestie zróżnicowania dochodów.

Odp: Nie zgadzam się

Marek Kośny

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, przewodniczący Rady Naukowej Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP. Specjalizuje się w ekonomii dobrobytu.

Odp: Nie zgadzam się

Michał Rubaszek

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor Szkoły Głównej Handlowej. Kieruje Zakładem Modelowania Rynków Finansowych w Instytucie Ekonometrii SGH, w latach 2001-2018 pracownik Narodowego Banku Polskiego. Specjalizuje się w modelowaniu makroekonomicznym oraz prognozowaniu.

Odp: Nie mam zdania

Agnieszka Chłoń-Domińczak

Doktor hab. nauk ekonomicznych, prorektorka Szkoły Głównej Handlowej ds. nauki, dyrektorka Instytutu Statystyki i Demografii SGH, członkini Komitetu Nauk Demograficznych PAN. Jej zainteresowania naukowe koncenrują się na demografii, systemach emerytalnych, rynku pracy, polityce społecznej, służbie zdrowia oraz edukacji.

Odp: Zdecydowanie się nie zgadzam

Monika Köppl-Turyna

Doktor hab. nauk ekonomicznych, wykładowca Uniwersytetu Wiedeńskiego, dyrektorka think-tanku EcoAustria. Specjalizuje się w ekonomii pracy, finansach publicznych i ekonomii politycznej.

Odp: Zdecydowanie się nie zgadzam

Joanna Wolszczak-Derlacz

Doktor hab. nauk ekonomicznych, wykładowca na Wydziale Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej. Jej zainteresowania naukowe skupiają się na teorii konwergencji gospodarczej, analizach produktywności i efektywności, ekonomii edukacji i rynkach pracy.

Odp: Zgadzam się

Piotr Dworczak

Doktor nauk ekonomicznych, adiunkt na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Northwestern, członek grupy badawczej GRAPE. Specjalizuje się w teorii gier, teorii informacji oraz projektowaniu mechanizmów ekonomicznych.

Odp: Nie zgadzam się

Stanisław Kluza

Doktor nauk ekonomicznych, pracownik Instytutu Statystyki i Demografii SGH, były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, założyciel i prezes Quant Tank

Odp: Zdecydowanie się nie zgadzam

Krzysztof Jajuga

Profesor ekonomii, kierownik Katedry Inwestycji Finansowych i Zarządzania Ryzykiem oraz dyrektor Instytutu Zarządzania Finansami na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Jest prezesem CFA Society Poland.

Odp: Zgadzam się

Jan Werner

Profesor ekonomii na Uniwersytecie w Minnesocie, specjalizuje się w ekonomii matematycznej i finansowej.

Odp: Nie zgadzam się

Eugeniusz Gatnar

Profesor ekonomii, pracownik Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, były członek Rady Polityki Pieniężnej (2016-2022) i były członek Zarządu NBP.

Odp: Nie zgadzam się

Aleksandra Parteka

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor Politechniki Gdańskiej, pracownik Wydziału Zarządzania i Ekonomii PG. Specjalizuje się w ekonomii międzynarodowej.

Odp: Nie mam zdania

Paweł Strzelecki

Doktor hab. nauk ekonomicznych, adiunkt w Instytucie Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej, badacz w Narodowym Banku Polskim. Specjalizuje się w analizach rynku pracy, metodach prognozowania ludności oraz badaniu wpływu zjawisk demograficznych na gospodarkę.

Odp: Zdecydowanie się nie zgadzam

Uważam, że to zmiana zbyt szokowa. 

Elżbieta Adamowicz

Profesor ekonomii, pracownik naukowy Instytutu Rozwoju Gospodarczego w Szkole Głównej Handlowej. Jej zainteresowania naukowe obejmują m.in. badania koniunktury gospodarczej.

Odp: Nie mam zdania

Pierwsza teza, którą przedstawiliśmy do oceny uczestnikom naszego panelu eksperckiego, brzmiała: "Wprowadzenie w Polsce w najbliższych latach czterodniowego tygodnia pracy (praca przez 32 godziny tygodniowo przy zachowaniu niezmienionych płac) miałoby w przeważającej mierze pozytywne konsekwencje gospodarcze i społeczne". Prosiliśmy więc o ocenę możliwie szerokiego bilansu kosztów i korzyści takiej reform: z uwzględnieniem jej wpływu na poziom aktywności zawodowej, zatrudnienie, inflację, realne dochody gospodarstw domowych, konkurencyjność gospodarki, równość płci na rynku pracy, łatwość godzenia życia zawodowego z rodzinnym itp. 

Druga oceniana w tej rundzie panelu teza dotyczyła jednego z najczęściej postulowanych efektów skracania tygodnia czasu pracy: wzrostu zatrudnienia. Mogłoby do niego dojść z kilku powodów. Po pierwsze, krótszy tydzień pracy mógłby sprawić, że część osób nieaktywnych zawodowo (np. ze względu na obowiązki opiekuńcze) decydowałaby się na podjęcie zatrudnienia. To zwiększałoby podaż pracy. A jednocześnie, jeśli wydajność pracowników nie zwiększyłaby się na tyle, żeby skompensować krótszy czas pracy, wzrósłby popyt na pracę. Do tego zwiększyłoby się zapotrzebowanie na usługi czasu wolnego, prowadząc do powstania nowych miejsc pracy. W to, że takie efekty wystąpiłby w Polsce, ankietowani przez nas ekonomiści w większości jednak wątpią. 

Badania skutków ograniczania ustawowego czasu pracy w przeszłości pokazują, że nie prowadzą one do wzrostu zatrudnienia. "Dzielenie się pracą" nie ma miejsca w praktyce. W Polsce, gdzie z powodów demograficznych podaż pracy się strukturalnie obniża, a bezrobocie jest w związku z tym niskie, tym bardziej "dzielenie się pracą" nie wystąpi.

Piotr Lewandowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych

Teza 2: Skrócenie tygodnia pracy do 32 godzin w całej gospodarce w obecnych warunkach zwiększyłoby (ceteris paribus) poziom zatrudnienia w Polsce.

Liczba respondentów: 36

Opinie ekspertów (36)

Marian Gorynia

Prof. dr hab. Marian Gorynia jest prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, w latach 2002–2016 był prorektorem, a następnie rektorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Odp: Nie mam zdania

Teoretycznie taki efekt powinien wystąpić, jednak w Polsce przy obecnej stopie bezrobocia jest to wątpliwe, choć niewykluczone.

Marek Góra

Profesor ekonomii, wykładowca w Szkole Głównej Handlowej, specjalizuje się w ekonomii pracy i ekonomii emerytalnej, jest współautorem reformy polskiego systemu emerytalnego z 1999 r.

Odp: Nie zgadzam się

Raczej nie, a jeżeli nawet to czasowo i w niewielkim zakresie. Być może wystąpi efekt taki, że pracownicy - mając więcej czasu wolnego, a mniej pieniędzy (bo trudniej o podwyżki) - będą szukali dodatkowego zajęcia, aby uzupełnić swoje budżety. To chyba jednak nie będzie wzrost zatrudnienia. Trochę zamieszania, ale może także trochę więcej elastyczności? Trudno powiedzieć.

Łukasz Rachel

Doktor nauk ekonomicznych, adiunkt na University College London, obecnie przebywa na stypendium naukowym na Uniwersytecie Princeton. Od 2008 r. do niedawna pracował w Banku Anglii. Członek grupy eksperckiej Dobrobyt na Pokolenia. Naukowo zajmuje się makroekonomią, w tym zagadnieniami postępu technologicznego, produktywności oraz inflacji.

Odp: Zdecydowanie się nie zgadzam

To książkowe pytanie o „lump of labor fallacy” – teza, że wzrośnie zatrudnienie, oparta jest na założeniu, że w gospodarce jest stała ilość pracy do wykonania, i że ograniczenie godzin każdemu pracownikowi będzie oznaczało, że więcej ludzi będzie musiało pracować, aby wypracować tę konkretną ilość. Oczywiście nie jest to prawda – fallacy czyli fałsz – gdyż działają efekty w dwie strony, więc wypadkowa tych różnych sił jest ex ante niepewna. Z doświadczenia wiemy, że migracja, automatyzacja czy skracanie długości tygodnia pracy (patrz Francja na początku stulecia) nie powoduje w długim okresie zmian zatrudnienia. Dzieje się tak ponieważ te zjawiska mają skutki dla równowagi ogólnej – z perspektywy firm rosną na przykład koszty produkcji i firmy produkują mniej.  

Marek Ignaszak

Doktor nauk ekonomicznych, adiunkt na Uniwersytecie Goethego we Frankfurcie. Specjalizuje się w badaniach rynku pracy.

Odp: Zdecydowanie się nie zgadzam

W krótkim okresie, obniżenie ustawowego czasu pracy spowoduje spadek zatrudnienia (w stosunku do status quo, oczywiście - jeśli przed reformą zatrudnienie było w trendzie wzrostowym, to po niej będzie rosło, ale wolniej). Spadek zatrudnienia będzie szczególnie silny w przypadku miejsc pracy, w których stawka godzinowa efektywnie wzrośnie (brak redukcji płac przy mniejszej liczbie godzin) albo poprzez nominalne sztywności cen albo bezpośrednio przez ustawodawstwo. Tę intuicję potwierdzają badania skutków obniżenia czasu pracy do 39 godzin we Francji w 1982 oraz do 35 godzin w 1998.
Notabene, przy obecnie rekordowo niskim bezrobociu, ciężko znaleźć reformę, która zwiększyłaby zatrudnienie w Polsce (przynajmniej w krótkim terminie).  

Paweł Strzelecki

Doktor hab. nauk ekonomicznych, adiunkt w Instytucie Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej, badacz w Narodowym Banku Polskim. Specjalizuje się w analizach rynku pracy, metodach prognozowania ludności oraz badaniu wpływu zjawisk demograficznych na gospodarkę.

Odp: Nie zgadzam się

To zależy w jakim okresie. Byłoby to szkodliwe dla konkurencyjności i zwiększyłoby szarą strefę.

Marek Dąbrowski

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, gdzie kieruje Katedrą Makroekonomii.

Odp: Nie zgadzam się

Trudno oczekiwać, aby skrócenie tygodnia pracy znacznie zwiększyło skłonność do podejmowania pracy. Podaż pracy jest zazwyczaj nieelastyczna względem płacy realnej. W tej sytuacji poziom zatrudnienia zapewne uległby jedynie niewielkiej zmianie.  

Stanisław Kluza

Doktor nauk ekonomicznych, pracownik Instytutu Statystyki i Demografii SGH, były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, założyciel i prezes Quant Tank

Odp: Nie zgadzam się

Efekt jest nieznany ze względu na:
1) bardzo niską obecnie stopę bezrobocia
2) de facto jest to podwyżka plac dla już zatrudnionych o 25 proc., czyli wzrost kosztów działania firm (spadek ich efektywności) przy niezmienionym popycie rynkowym w części branż.

Piotr Lewandowski

Prezes Instytutu Badań Strukturalnych, jeden z jego fundatorów. Członek międzynarodowej sieci badawczej IZA. W pracy naukowej zajmuje się m.in. ekonomią pracy, emeryturami i zabezpieczeniem społecznym oraz analizą gospodarek krajów transformacji.

Odp: Zdecydowanie się nie zgadzam

Badania skutków ograniczania ustawowego czasu pracy w przeszłości pokazują, że nie prowadzą one do wzrostu zatrudnienia. "Dzielenie się pracą" nie ma miejsca w praktyce. W Polsce, gdzie z powodów demograficznych podaż pracy się strukturalnie obniża a bezrobocie jest w związku z tym niskie, tym bardziej "dzielenie się pracą" nie wystąpi. Barierami do aktywności zawodowej są obowiązki opiekuńcze, zły stan zdrowia, koszty dojazdów lub migracji - skracanie czasu pracy żadnych takich barier nie znosi. 

Witold M. Orłowski

Profesor ekonomii, wykładowca Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie, były rektor tej uczelni. Jest też głównym doradcą ekonomicznym PwC Polska. W działalności naukowej interesuje się makroekonomią, teorią wzrostu oraz integracją europejską.

Odp: Nie zgadzam się

Polska jest krajem niskiego bezrobocia, efektu na rynku pracy by nie było. 

Jerzy Wilkin

Profesor ekonomii, kierownik Zakładu Integracji Europejskiej w Instytucie Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN. Wcześniej związany z Wydziałem Nauk Ekonomicznych UW, gdzie był m.in. prodziekanem i dziekanem.

Odp: Nie zgadzam się

Jeśli ktoś chce i może pracować, to 40 czy 32 godziny pracy tygodniowo nie robi wielkiej różnicy. Rynek pracy powinien być elastyczny, dostosowany do specyfiki danej dziedziny gospodarki (np. praca sezonowa w rolnictwie) i strategii gospodarowania zasobami, w tym zasobami pracy, jaką wybiera pracodawca. Nie można też zaniedbywać uprawnień i interesów pracowników. 

Michał Rubaszek

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor Szkoły Głównej Handlowej. Kieruje Zakładem Modelowania Rynków Finansowych w Instytucie Ekonometrii SGH, w latach 2001-2018 pracownik Narodowego Banku Polskiego. Specjalizuje się w modelowaniu makroekonomicznym oraz prognozowaniu.

Odp: Nie zgadzam się

Przy aktualnej stopie bezrobocia zwiększenie poziomu zatrudnienia byłoby raczej trudne. W warunkach wysokiego bezrobocia, skrócenie czasu pracy mogłoby prowadzić do wzrostu zatrudnienia w krótkim okresie. Efekty długookresowe są trudne do ustalenia, ze wskazaniem na: spadek PKB, niewielki wpływ na liczbę osób zatrudnionych, wzrost PKB na roboczogodzinę, mniejsza liczba przepracowanych godzin. 

Wojciech Charemza

Profesor ekonomii, wykładowca w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, wcześniej przez wiele lat związany z Uniwersytetem w Leicester. Jego zainteresowania naukowe skupiają się na ekonometrii, prognozowaniu zjawisk gospodarczych oraz zagadnieniu niepewności geopolitycznej.

Odp: Nie zgadzam się

Zwiększyłoby to wieloetatowość, liczbę nadgodzin i grę różnego rodzaju bodźcami motywacyjnymi. Jeżeli przedsiębiorca ma wyprodukować, powiedzmy, 20 jednostek towaru, a po zmniejszeniu liczby godzin wyjdzie mu, że wyprodukuje tylko 16, to nie zatrudni dodatkowej osoby, tylko zapłaci pracownikom za nadgodziny. 

Mikołaj Czajkowski

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor nadzwyczajny w Katedrze Mikroekonomii Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Pracuje też w Warszawskim Ośrodku Ekonomii Ekologicznej. Specjalizuje się w mikroekonomii.

Odp: Zgadzam się

Choć pewnie głównie w najmniej elastycznych sektorach, jak np. budżetówka. Co niekoniecznie powinno być celem rządu. 

Wojciech Czakon

Profesor ekonomii, twórca i kierownik Katedry Zarządzania Strategicznego na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Komitetu Nauk Organizacji i Zarządzania PAN. Specjalizuje się w badaniach strategii i organizacji przedsiębiorstw oraz sieci międzyorganizacyjnych.

Odp: Nie zgadzam się

Czas pracy to ważna społecznie miara, ale gospodarcze znaczenie ma nie tylko czas. Ważna jest produktywność. Skrócenie czasu pracy przy zamiarze utrzymania dzisiejszego poziomu produkcji/świadczeń oznacza presję na produktywność, która pozostawiona jest w rękach menedżerów. Trudno oczekiwać, że rozwiążą ten problem zwiększając zatrudnienie.

Maciej Grodzicki

Doktor nauk ekonomicznych, adiunkt w Katedrze Ekonomii Matematycznej na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek zarządu Polskiej Sieci Ekonomii. Interesuje się m.in. międzynarodową ekonomią polityczną, ekonomią rozwoju oraz ekonomią ekologiczną.

Odp: Zgadzam się

Jeśli w pytaniu chodzi o zatrudnienie mierzone liczbą pracowników, to prawdopodobnie tak. Przy lepszych warunkach pracy, wzrosłaby aktywność zawodowa, a dodatkowo można spodziewać się, że firmy uzupełniałyby zatrudnienie imigrantami.

Anna Matysiak

Doktor hab. nauk ekonomicznych, pracuje na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW. Jest członkinią Komitetu Nauk Demograficznych PAN. Specjalizuje się w demografii, ze szczególnym uwzględnieniem badań nad rodziną oraz rynkiem pracy.

Odp: Zgadzam się

W dłuższej perspektywie tak. Więcej kobiet, które teraz mają obowiązki opiekuńcze, mogłoby pracować. Rozwinęłyby się także na pewno gałęzie gospodarki związane ze spędzaniem czasu wolnego lub dokształcaniem się, które tworzyłyby miejsca pracy. 

Małgorzata Zaleska

Profesor ekonomii, dyrektorka Instytutu Bankowości SGH, przewodnicząca Komitetu Nauk o Finansach PAN, była prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie oraz była członkini zarządu NBP.

Odp: Nie zgadzam się

Kraje rozwinięte borykają się raczej z problemem znalezienia pracowników, a wyzwaniem jest z reguły dopasowanie ich kwalifikacji do współczesnych potrzeb. Z uwagi tylko na zmianę wymiaru czasu pracy nie przybędzie np. informatyków czy lekarzy.

Izabela Marcinkowska

Odp: Nie zgadzam się

Grzegorz Gorzelak

Profesorem ekonomii, pracownik Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych (EUROREG) Uniwersytetu Warszawskiego, wieloletni dyrektor tego ośrodka. Specjalizuje się w problematyce rozwoju regionalnego i lokalnego.

Odp: Nie zgadzam się

Małgorzata Knauff

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor w Szkole Głównej Handlowej. Specjalizuje się w teorii gier, organizacji rynków, ekonomii edukacji oraz teorii decyzji.

Odp: Zgadzam się

Andrzej Rzońca

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor Szkoły Głównej Handlowej, członek rad nadzroczych i doradczych. W przeszłości m.in. główny ekonomista Platformy Obywatelskiej i członek Rady Polityki Pieniężnej (2010-2016). Jego zainteresowania naukowe koncentrują się na polityce pieniężnej finansach publicznych.

Odp: Nie zgadzam się

Michał Brzoza-Brzezina

Profesor ekonomii, pracownik Katedry Ekonomii Ilościowej w Szkole Głównej Handlowej oraz Departamentu Analiz i Badań Ekonomicznych NBP. Specjalizuje się w ekonomii monetarnej i polityce pieniężnej.

Odp: Zdecydowanie się nie zgadzam

Iga Magda

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor Szkoły Głównej Handlowej, wiceprezeska Instytutu Badań Strukturalnych, członkini sieci badawczej IZA. Jej zainteresowania naukowe obejmują m.in. ekonomię pracy, ekonomię zdrowia, politykę edukacyjną oraz kwestie zróżnicowania dochodów.

Odp: Nie zgadzam się

Marek Kośny

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, przewodniczący Rady Naukowej Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP. Specjalizuje się w ekonomii dobrobytu.

Odp: Nie zgadzam się

Agnieszka Chłoń-Domińczak

Doktor hab. nauk ekonomicznych, prorektorka Szkoły Głównej Handlowej ds. nauki, dyrektorka Instytutu Statystyki i Demografii SGH, członkini Komitetu Nauk Demograficznych PAN. Jej zainteresowania naukowe koncenrują się na demografii, systemach emerytalnych, rynku pracy, polityce społecznej, służbie zdrowia oraz edukacji.

Odp: Nie zgadzam się

Monika Köppl-Turyna

Doktor hab. nauk ekonomicznych, wykładowca Uniwersytetu Wiedeńskiego, dyrektorka think-tanku EcoAustria. Specjalizuje się w ekonomii pracy, finansach publicznych i ekonomii politycznej.

Odp: Zdecydowanie się nie zgadzam

Joanna Wolszczak-Derlacz

Doktor hab. nauk ekonomicznych, wykładowca na Wydziale Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej. Jej zainteresowania naukowe skupiają się na teorii konwergencji gospodarczej, analizach produktywności i efektywności, ekonomii edukacji i rynkach pracy.

Odp: Zgadzam się

Piotr Dworczak

Doktor nauk ekonomicznych, adiunkt na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Northwestern, członek grupy badawczej GRAPE. Specjalizuje się w teorii gier, teorii informacji oraz projektowaniu mechanizmów ekonomicznych.

Odp: Nie zgadzam się

Małgorzata Iwanicz-Drozdowska

Profesor ekonomii, kierownik Katedry Systemu Finansowego w Szkole Głównej Handlowej, członek Komitetu Nauk o Finansach Polskiej Akademii Nauk. Posiada bogate doświadczenie pracy w radach nadzorczych spółek, była też wiceprzewodniczącą Komisji Nadzoru Finansowego. Jej zainteresowania naukowe obejmują sieć bezpieczeństwa finansowego, kwestie stabilności finansowej, zarządzanie instytucjami finansowymi oraz edukację finansową.

Odp: Nie zgadzam się

Patrz komentarz powyżej. 

Krzysztof Jajuga

Profesor ekonomii, kierownik Katedry Inwestycji Finansowych i Zarządzania Ryzykiem oraz dyrektor Instytutu Zarządzania Finansami na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Jest prezesem CFA Society Poland.

Odp: Nie zgadzam się

Jan Werner

Profesor ekonomii na Uniwersytecie w Minnesocie, specjalizuje się w ekonomii matematycznej i finansowej.

Odp: Nie zgadzam się

Eugeniusz Gatnar

Profesor ekonomii, pracownik Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, były członek Rady Polityki Pieniężnej (2016-2022) i były członek Zarządu NBP.

Odp: Nie mam zdania

Aleksandra Parteka

Doktor hab. nauk ekonomicznych, profesor Politechniki Gdańskiej, pracownik Wydziału Zarządzania i Ekonomii PG. Specjalizuje się w ekonomii międzynarodowej.

Odp: Nie zgadzam się

Michał Myck

Doktor hab. nauk ekonomicznych, dyrektor Centrum Analiz Ekonomicznych (CenEA), wykładowca Uniwersytetu w Greifswaldzie. Jest badaczem Instytutu Ekonomii Pracy (IZA) w Bonn. Jego badania koncentrują się na modelowaniu zachowań na rynku pracy i wpływie regulacji rynku pracy na zatrudnienie i decyzje emerytalne. Analizuje też właściwości systemów podatkowo-świadczeniowych.

Odp: Nie mam zdania

Elżbieta Adamowicz

Profesor ekonomii, pracownik naukowy Instytutu Rozwoju Gospodarczego w Szkole Głównej Handlowej. Jej zainteresowania naukowe obejmują m.in. badania koniunktury gospodarczej.

Odp: Zgadzam się

Wojciech Paczos

Doktor nauk ekonomicznych, makroekonomista, wykładowca w Cardiff University i adiunkt w Instytucie Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Obronił doktorat w European University Institute we Florencji, był wizytującym naukowcem w Banku Anglii, jest założycielem grupy eksperckiej „Dobrobyt na Pokolenia” oraz członkiem Zespołu ds. COVID-19 przy Prezesie PAN.

Odp: Nie mam zdania

Kolejne trzy tezy dotyczące czterodniowego tygodnia pracy, które oceniali i komentowali uczestnicy naszego panelu eksperckiego, przedstawimy w najbliższych dniach.