Profesor Marek Góra: Nie ma czegoś takiego, jak składki na ZUS. To archaizm

Zamiast myśleć o wyłączeniu przedsiębiorców z powszechnego systemu emerytalnego, trzeba spróbować włączyć do niego rolników i służby mundurowe – mówi prof. Marek Góra, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Publikacja: 06.12.2022 21:00

Profesor Marek Góra

Profesor Marek Góra

Foto: PAP/Paweł Supernak

Organizacje działające w ramach Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorstw przygotowują projekt ustawy, która wprowadziłaby tzw. „dobrowolny ZUS” dla przedsiębiorców. To kolejny w ostatnich latach pomysł, który ma zmniejszyć obciążenia składkowe firm. Wcześniej ogromne kontrowersje budziły zmiany w zasadach naliczania składki zdrowotnej w ramach Polskiego Ładu. Czy przedsiębiorcy w Polsce są nadmiernie obciążeni?

Zacznijmy od tego, że nie ma czegoś takiego, jak składka na ZUS. To jest archaiczne pojęcie, które nie ma odniesienia do rzeczywistości. Są różne składki, które mają różny cel i charakter. ZUS jest jedynie instytucją, która tymi składkami zarządza. Przede wszystkim jednak rozgraniczyć trzeba rzeczywiste składki i takie, które są quasi-podatkami. Te pierwsze rodzą zobowiązania wobec osób, w których imieniu są płacone, a te drugie nie. W poprzednim stuleciu wszystkie składki w Polsce funkcjonowały jak quasi-podatki. Dzisiaj tak już nie jest. Składki emerytalne to właśnie składki, a nie podatki. To, ile tych składek odprowadzimy, determinuje poziom finansowania naszej konsumpcji na starość. Jest to alokacja dochodu w trakcie trwania życia, czyli – inaczej – oszczędzanie: pomniejszam środki, którymi dzisiaj dysponuję, po to, żeby – odpowiednio zdyskontowane – w przyszłości finansowały moją konsumpcję.

Dlaczego ten system musi być powszechny? Od zwolenników „dobrowolnego ZUS” można usłyszeć, że dziś zmusza się ich do płacenia składek, które – choć formalnie są zapisywane na ich indywidualnych kontach – to w praktyce finansują bieżące emerytury. Stąd ich przekonanie, że dzieje się im jakaś krzywda, bo płacą składki na innych.

To jest nieporozumienie. Za składki kupujemy prawo do uczestniczenia w odpowiadającej im części w podziale przyszłego PKB. A same pieniądze zawsze są na coś wydawane – niezależnie od typu systemu i od jego obowiązkowości lub dobrowolności. Innymi słowy, każdy sposób oszczędzania opiera się na zapisach. Na tej samej zasadzie, na jakiej zakup akcji to prawo do udziału w przyszłych zyskach firmy. Sens ekonomiczny jest ten sam. Różnica jest tylko taka, że ZUS zarządza najbardziej zdywersyfikowanym portfelem aktywów, bo stoi za nim cała gospodarka.

Przedsiębiorcy są objęci powszechnym systemem emerytalnym, ponieważ inaczej ci, którzy nie oszczędzali – lub nie oszczędzali wystarczająco dużo lub mieli w życiu pecha i stracili oszczędności – nie dostaliby emerytur lub dostali je na bardzo niskim poziomie. Wtedy pracujące społeczeństwo będzie musiało płacić wyższe podatki, żeby im jakoś pomóc. Powszechność systemu emerytalnego przed tym chroni.

Skąd bierze się to dość powszechne przekonanie, że ZUS to swego rodzaju piramida finansowa, w ramach której bieżące składki finansują bieżące świadczenia, a nie przyszłą konsumpcję? Dlaczego ludzie nie rozumieją, że oszczędzają?

Nie powiedziałbym, że tego nie rozumieją. Ludzie są trochę przyzwyczajeni do tego, jak było dawniej, bo system emerytalny długo funkcjonował inaczej niż dziś. A ponieważ ten system jest siłą rzeczy zorientowany długoterminowo, konsekwencje zmian są widoczne dopiero z czasem, wolno się je internalizuje. Dopiero po wielu latach percepcja dostosowuje się do rzeczywistości.

Obecnie ludzie często myślą tak, jak gdyby byli ćwierć wieku temu. Po drugie, zaufanie do systemu emerytalnego zostało podcięte przez zamieszanie wokół OFE przed dekadą. Ci, którzy przy OFE majstrowali, nie zwrócili uwagi na to, że w ten sposób dokonali destrukcji całego powszechnego systemu, obu jego części.

Pomysłodawcy „dobrowolnego ZUS-u” zdają się sądzić, że powszechny system emerytalny jest zbyt drogi, tzn. daje wypłaty nieproporcjonalne do wpłat. I gdyby przedsiębiorcy oszczędzali na własną rękę, zabezpieczyliby się lepiej.

To jest nieprawda na kilku poziomach. Po pierwsze ci, którzy tak twierdzą, traktują całość kwot wpłacanych do różnych systemów za pośrednictwem ZUS jako składkę emerytalną, co jest nieporozumieniem. Za składkę emerytalną kupujemy część przyszłego PKB, natomiast za inne składki kupujemy co innego lub są one quasi-podatkami. Po drugie, w horyzoncie emerytalnym (dziesięciolecia) długookresowe stopy zwrotu w całej gospodarce zbiegają do tempa wzrostu nominalnego PKB. Na krótką metę może się komuś udać uzyskać wyższą stopę zwrotu, ale na dłuższą metę – a o to tu chodzi – jest to mało prawdopodobne.

Oczywiście, można mieć obawy, że ktoś nam te oszczędności zabierze. Tu nie ma jednak politykoodpornych rozwiązań, niezależnie od tego, w jakiej formie oszczędzamy.

Optymalne rozwiązanie to dywersyfikowanie oszczędności emerytalnych. Idea dobrowolnego oszczędzania jest dobra, ale tylko jeśli chodzi o dodatkowe oszczędzanie.

Wśród argumentów na rzecz „dobrowolnego ZUS” pojawia się też taki, że przedsiębiorcy w jakimś sensie nie powinni być traktowani tak samo, jak inne grupy zawodowe. Ryzykują, tworzą miejsca pracy, a w ten sposób napędzają gospodarkę i utrzymują państwo. To prawda?

Przypuszczam, że wiele grup zawodowych uważa, że powinno się je traktować inaczej. Przede wszystkim jednak, ten argument znów opiera się na pomyleniu składek z bieżącymi podatkami. ZUS jako instytucja zarządza nie tylko systemem emerytalnym, ale też innymi systemami, które wciąż są po części quasi-podatkowe. To dotyczy np. składki rentowej czy zdrowotnej. O tym, czy one powinny być dobrowolne, można dyskutować. Natomiast składki emerytalne to element oszczędności robionych przez wszystkich dla siebie, tyle że na jednolitych zasadach.

Argumenty, że system emerytalny musi być powszechny, łatwo podważyć. Przecież dzisiaj nie jest on powszechny, obok niego funkcjonują systemy dla służb mundurowych oraz KRUS.

Ale nie powinny istnieć. To, że kiedyś – z powodów politycznych – stworzono KRUS i inne równoległe systemy, których dziś nikt nie ma odwagi ruszyć, nie oznacza, że to są dobre rozwiązania. Wszyscy powinniśmy być objęci powszechnym systemem. Sądzę, że za jakiś czas tak właśnie będzie.

Jeśli tak, to czy przedsiębiorcy powinni też płacić składki emerytalne proporcjonalne do dochodów, tak jak w przypadku osób świadczących pracę najemną?

Tak, to społecznie i ekonomicznie racjonalne. Oczywiście, z zastrzeżeniem, że powinien istnieć górny limit dla podstawy wymiaru tych składek, tak jak dziś 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia.

Najlepiej byłoby też spiąć informatycznie system emerytalny z podatkowym, żeby podatki i składki były odprowadzane od tego samego poziomu dochodu. To jednak dość skomplikowane z wielu powodów.

Przedsiębiorcy mają spore pole manewru, aby zmniejszać dochód do opodatkowania. Ten dochód jest zresztą, potencjalnie, bardzo zmienny. Czy nie jest tak, że powiązanie składek z dochodem przedsiębiorców otwierałoby drogę do rozmaitych optymalizacji?

Jasne, że dochód osoby na umowie o pracę jest bardziej przewidywalny niż dochód z działalności gospodarczej. Ale przecież ta nieprzewidywalność dotyczy też freelancerów i ludzi, którzy pracują na umowach cywilnoprawnych. Ta grupa się zresztą powiększa.

Trzeba przyjąć, że jak ktoś osiąga zmienne dochody, to powinien tak nimi zarządzać, aby być w stanie płacić składki. Można rozważyć jakieś sposoby uśredniania ich w ciągu np. roku. Przecież gdyby powszechnego systemu emerytalnego nie było, to chcąc racjonalnie myśleć o finansowaniu swojej starości, i tak musieliby tak postępować – tyle, że na własne ryzyko.

Ale gdyby przedsiębiorcy mieli płacić składki proporcjonalne do dochodów, to ich obciążenia byłyby jeszcze wyższe niż dzisiaj, a przecież rozmawiamy właśnie dlatego, że część środowiska przedsiębiorców uważa, że te obciążenia są już teraz za wysokie…

Wracamy tu do szerokiego pojęcia „obciążenia”, zapominając, że w nim zawarte jest oszczędzanie na emeryturę (dziesięciolecia do przodu) i quasi-podatki (finansujące wydatki państwa tu i teraz).

Chęć zmniejszenia oszczędności emerytalnych jest nieracjonalna, natomiast rozmowa o obciążeniach quasi-podatkowych to zupełnie inna sprawa.

Rzecznik MŚP Adam Abramowicz wskazuje, że w Niemczech i USA przedsiębiorcy oszczędzają na emeryturę we własnym zakresie i jakoś nie widać, żeby na starość zostawali bez środków do życia.

W każdym kraju istnieje jakiś bazowy system powszechny. W niektórych krajach jest on mały i, tak jak w USA, trzeba dodatkowo oszczędzać samemu. Jest dedykowany temu ogromny wachlarz możliwości, którego w Polsce nie ma. Przykłady międzynarodowe są na ogół złudne. Trudno zresztą znaleźć kraj, który byłby dla nas dobrym punktem odniesienia.

Do tego praktycznie wszędzie dokonuje się większej lub mniejszej modernizacji systemów, ponieważ te zeszłowieczne na ogół nie przystają do dzisiejszej rzeczywistości. Wśród jednostkowych wyjątków można wskazać Szwecję. Nawet dominująca w różnych rankingach Holandia jest w fazie daleko idących zmian systemowych.

CV

Prof. dr hab. Marek Góra

Prof. dr hab. Marek Góra kieruje Katedrą Ekonomii 1 w Szkole Głównej Handlowej. Jest badaczem w Instytucie Ekonomii Pracy w Bonn oraz współzałożycielem Polskiej Grupy Emerytalnej. Specjalizuje się w tematyce systemów emerytalnych oraz rynku pracy. Jest jednym z autorów reformy polskiego systemu emerytalnego z 1999 r. Prof. Góra jest stałym uczestnikiem panelu ekonomistów „Rzeczpospolitej”. Wywiad nawiązuje do wyników ostatniej rundy tego panelu, które sugerują, że ekonomiści krytycznie oceniają propozycję „dobrowolnego ZUS-u” dla przedsiębiorców.


Panel ekonomistów
Unia Europejska jest dobra dla rolników. Ale mogłaby być lepsza.
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Panel ekonomistów
NBP niepotrzebnie dotuje banki komercyjne? Opinie ekonomistów
Panel ekonomistów
Rekordowe straty nie powinny być zmartwieniem dla NBP
Panel ekonomistów
Kto i za co odpowiada w NBP? Kontrowersje wokół skupu obligacji
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Panel ekonomistów
Finansowanie CPK to nie zadanie dla banku centralnego