500 plus do reformy. Program zapuścił korzenie

Ponad połowa ankietowanych przez nas ekonomistów uważa, że sztandarowy program rządu PiS należy utrzymać w obecnej formie. Jest kosztowny i nieefektywny w realizacji głównych celów, ale jego bezwarunkowość ma dobre strony.

Publikacja: 20.03.2023 03:00

500 plus do reformy. Program zapuścił korzenie

Foto: Adobe Stock

Siła nabywcza 500 zł jest dziś mniej więcej taka, jak 350 zł w kwietniu 2016 r., gdy ruszał program „Rodzina 500+”. Realna wartość tego świadczenia zaczęła topnieć w oczach w 2021 r. wraz z przyspieszeniem inflacji. Do końca marca tamtego roku, po pięciu latach od startu flagowego programu społecznego PiS, siła nabywcza świadczenia stopniała o 60 zł. Kolejne niespełna dwa lata przyniosły spadek o ponad 90 zł. Nic dziwnego, że dalsze losy świadczeń wychowawczych budzą emocje.

Brak ich waloryzacji oznaczałby, że rząd w praktyce godzi się na wygaszenie programu, który jest jego wizytówką. Ale podwyższenie świadczenia, aby odzyskało początkową siłę nabywczą, nie tylko byłoby kosztowne (można szacować, że waloryzacja o 200 zł podniosłaby roczne wydatki na ten program o ok. 16 mld zł, do 57 mld zł), ale też – podtrzymując popyt konsumpcyjny – utrwalałoby inflację.

Ile udźwignie budżet

Te dylematy widoczne są w ostrożnych wypowiedziach polityków. Prezes PiS Jarosław Kaczyński w lutym w jednym z wywiadów powiedział, że „waloryzacja 500+ będzie pewnie koniecznością, ale kiedy i w jakim stopniu, dziś za wcześnie mówić”. Jak dodał, zanim taka dyskusja się rozpocznie, trzeba zbić inflację. Z kolei kilka dni temu poseł tego ugrupowania Tadeusz Cymański oświadczył, że PiS chce waloryzacji świadczenia wychowawczego, i to do ok. 800 zł, ale jednocześnie program należałoby zmienić, wprowadzając progi dochodowe. Koresponduje to z opinią Ministerstwa Finansów, że w najbliższych latach w budżecie nie będzie przestrzeni na nowe wydatki. Opinia ta pojawiła się wprawdzie w kontekście przyjętego niedawno przez rząd projektu ustawy o programie „Pierwsze mieszkanie”, ale można ją równie dobrze odnieść do propozycji zwiększenia nakładów na program „Rodzina 500+”.

Nie można oczywiście wykluczyć, że kwestię waloryzacji świadczeń wychowawczych partie polityczne zachowują na późniejszą część kampanii przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Ale brak wyraźnej gotowości do zwiększenia skali tego programu może również wynikać ze świadomości polityków, że nie spełnił on swojego podstawowego celu, którym była poprawa sytuacji demograficznej Polski. Z pewnością udało się zrealizować cele dodatkowe, takie jak zmniejszenie ubóstwa wśród dzieci, ale to można było osiągnąć znacznie mniejszym kosztem (jeszcze zanim w lipcu 2019 r. zniesione zostało kryterium dochodowe uprawniające do świadczenia na pierwsze dziecko, co zwiększyło koszty programu, grupa ekonomistów z UW, SGH oraz think tanków IBS, CenEA i GRAPE wskazywała, że nieco ponad 12 proc. środków przeznaczanych przez państwo na 500+ wystarczyłoby na zniwelowanie skrajnego ubóstwa dzieci). Jednocześnie w pierwotnej formie program ten miał negatywne konsekwencje, m.in. zmniejszał aktywność zawodową kobiet.

Pomimo tych mankamentów nawet przedstawiciele opozycji deklarują, że jeśli dojdą do władzy, zachowają świadczenia wychowawcze. Lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk jesienią ub.r. mówił, że wokół „Rodziny 500+” powstał „powszechny i zrozumiały przez wszystkich konsensus”. Tę diagnozę zdają się potwierdzać wyniki naszej sondy wśród uczestników panelu ekonomistów „Rzeczpospolitej”. Większość z nich opowiada się za utrzymaniem programu pomimo jego niejednoznacznego bilansu kosztów i korzyści.

Skazani na domysły

Blisko 55 proc. spośród 31 ekonomistów, którzy wzięli udział w tej rundzie panelu, nie zgodziło się z tezą, że „program 500+ nie spełnił swojego podstawowego celu (zwiększenie dzietności) i w obecnej formie powinien zostać zlikwidowany”. Choć tylko 13 proc. zdecydowanie odrzuciło postulat wygaszenia świadczeń wychowawczych w obecnej formule, jego zwolennicy i tak są w wyraźnej mniejszości. Z powyższą tezą zgodziło się 32 proc. ankietowanych, w tym niespełna 7 proc. zdecydowanie.

– Zwiększenie dzietności nie było głównym celem programu i nigdzie na świecie transfery dla dzieci nie mają takiego charakteru. Był to co najwyżej jeden z kilku deklarowanych celów. Nawet twórcy przyznawali, że najważniejszym celem było zmniejszenie ubóstwa wśród rodzin z dziećmi, co w dużej mierze się udało. Innym celem było zwiększenie poparcia dla partii rządzącej, co również się udało – komentuje dr hab. Michał Brzeziński z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW, który badał wpływ sztandarowego programu PiS na poparcie dla tej partii. Część z uczestników naszej sondy zgadza się, że program 500+ został zamierzony jako instrument pronatalistyczny, ale kwestionuje stwierdzenie, że się w tej roli nie sprawdził. – Nie wiemy i najpewniej nigdy się nie dowiemy, jaki był wpływ programu 500+ na dzietność: świadczenie to wprowadzono w sposób, który nie pozwala ocenić jego efektywności w tym zakresie – tłumaczy dr Paweł Doligalski z Uniwersytetu w Bristolu i think tanku GRAPE. Dzietność w Polsce systematycznie maleje, ale nie wiadomo, czy bez świadczenia wychowawczego nie malałaby jeszcze szybciej.

Wybiórcza waloryzacja

Nawet akceptacja tezy, że program nie miał pozytywnego wpływu na dzietność, nie pociąga za sobą automatycznie zgody na jego wygaszenie. – Program nie spełnił swojego podstawowego celu, ale moim zdaniem nie powinien być zlikwidowany, ponieważ stanowi on formę dochodu podstawowego – mówi prof. Michał Rubaszek ze Szkoły Głównej Handlowej.

Na to, że atutem programu 500+ jest właśnie jego powszechność i bezwarunkowość, zwraca uwagę wielu uczestników naszej sondy. – Bezwarunkowe transfery gotówki są bardzo efektywnym sposobem redystrybucji, ponieważ nie zniechęcają do pracy tak, jak to robią progresywne podatki. Jeśli celem programu byłaby redukcja nierówności, to w połączeniu z podatkami, które są tylko w niewielkim stopniu progresywne, takie transfery są dobrym narzędziem do osiągnięcia tego celu – tłumaczy dr Marek Ignaszak, adiunkt na Uniwersytecie Goethego we Frankfurcie.

– Bezwarunkowość tego programu w oczach wielu Polaków jest symboliczna. Pokazał on, że państwo może coś obywatelom dać. Również z tego względu jest on politycznie nie do ruszenia – dodaje dr Łukasz Rachel, adiunkt na londyńskiej uczelni UCL.

Skoro ekonomiści zwykle zgadzają się, że „Rodzina 500+” nawet w obecnej formule ma rację bytu, to łatwo o wniosek, że świadczenie należy waloryzować. Inaczej w praktyce program będzie tracił stopniowo znaczenie. Mimo to w sprawie waloryzacji uczestnicy naszego panelu są bardziej podzieleni niż w kwestii zachowania programu. Z tezą, że „jeśli program 500+ ma być kontynuowany, to wymaga regularnej waloryzacji świadczeń, aby zachowywały początkową siłę nabywczą”, zgodziło się 45 proc. ankietowanych, a nie zgodziło 32 proc.

– Przy obecnej inflacji nie chciałbym wprowadzać do gospodarki kolejnych działań stymulujących popyt, a takim byłaby masowa i duża waloryzacja 500+. Warto rozważyć waloryzację, która dotyczyłaby tylko biedniejszej części społeczeństwa, tak aby ten program stopniowo uczynić bardziej efektywnym – tłumaczy dr Łukasz Rachelt.

dr hab. Marcin Piątkowski. profesor Akademii Leona Koźmińskiego

Program „Rodzina 500+” nie pomógł zwiększyć dzietności, ale pozwolił na obniżenie poziomu nierówności i biedy oraz zwiększenie inkluzywności społecznej. Program ten powinien więc pozostać, ale jego nazwa i cel powinny być zredefiniowane. Można go określić jako „Program narodowej dywidendy”, w ramach którego wszystkie polskie rodziny (dzieci) będą mieć udział w rosnącym PKB. Waloryzacja też powinna być powiązana ze zmianami PKB. Celem tak rozumianego programu powinna być inwestycja w przyszłe pokolenia, zwiększenie poziomu mobilności społecznej (tak aby zarobki rodziców nie definiowały szans na sukces ich dzieci) oraz podniesienie poziomu godności dla tych, którzy mniej skorzystali na polskim sukcesie gospodarczym. 500+ powinno pozostać programem uniwersalnym, choć to rozwiązanie jest mniej efektywne. Inaczej jednak ten program by nie powstał i nie miałby szans na przetrwanie, tak jak było z podobnymi pomysłami w przeszłości. 

prof. Łukasz Hardt, kierownik Katedry Ekonomii Politycznej na WNE UW, wiceprezes PTE

Koszty wychowania i edukacji dziecka są przede wszystkim kosztami prywatnymi rodziców, natomiast korzyści z dzieci mają charakter w dużym stopniu publiczny. Program 500+ częściowo rekompensuje rodzinom koszty wychowania dzieci, czyli stanowi „zapłatę” za pozytywne efekty zewnętrzne, które dla gospodarki i społeczeństwa niosą ze sobą dzieci – przyszli konsumenci, pracownicy, podatnicy. Wreszcie, co pokazują dane, program ten wpłynął na radykalne obniżenie się ubóstwa wśród rodzin z dziećmi. Co do pronatalistycznego charakteru programu 500+, to szacowanie jego wpływu na dzietność nie jest łatwe, bo zastosowanie takich narzędzi, jak metody kontroli syntetycznej, jest w tym przypadku utrudnione. Jeśli chodzi o siłę nabywczą świadczenia, to kluczowe dla jej utrzymania jest zredukowanie inflacji. Co więcej, inflacja, kreując wysoką niepewność i podwyższając koszty życia, negatywnie oddziałuje na dzietność. Ewentualna waloryzacja świadczenia 500+ jest do rozważenia, ale wtedy, gdy inflacja zdecydowanie się obniży. ∑

prof. Małgorzata Zaleska, dyrektor Instytutu Bankowości SGH, przewodnicząca Komitetu Nauk o Finansach PAN

Nie jesteśmy w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, jak kształtowałaby się dzietność w Polsce, gdyby nie było programu 500+. Likwidacja tego programu w najbliższym czasie, zwłaszcza w roku wyborczym, jest nierealna. Natomiast zasady funkcjonowania programu powinny być modyfikowane, zarówno w odniesieniu do zakresu beneficjentów, jak i w odniesieniu do wysokości świadczeń. Przy tym automatyczna waloryzacja świadczeń nie jest jedynym możliwym rozwiązaniem. Waloryzację świadczeń można bowiem kształtować, uwzględniając m.in. uwarunkowania makroekonomiczne (w tym dążenie do ograniczenia stopy inflacji lub pobudzenia wzrostu gospodarczego) lub poziom dochodów beneficjentów. ∑

O panelu EKonomistów: sztuka ważenia wszystkich racji

Wbrew pozorom w ekonomii niewiele pytań ma jednoznaczne odpowiedzi. Celem panelu ekonomistów „Rzeczpospolitej”, który zainaugurowaliśmy w lipcu 2020 r., jest pokazanie pełnego spektrum opinii na tematy ważne dla rozwoju polskiej gospodarki.
Do udziału w tym przedsięwzięciu zaprosiliśmy ponad 60 wybitnych polskich ekonomistów z różnych pokoleń i ośrodków akademickich (także zagranicznych) oraz o różnorodnych zainteresowaniach naukowych. Tę grupę ekspertów, która wciąż się powiększa, mniej więcej raz na miesiąc prosimy o opinie i komentarze dotyczące aktualnych zagadnień z zakresu szeroko rozumianej polityki gospodarczej. Takie badania opinii cenionych ekonomistów pozwalają na recenzowanie bez uprzedzeń wszelkich pomysłów, które pojawiają się w debacie publicznej, i wysuwanie nowych. Stanowią też swego rodzaju forum wymiany idei.
Szczegółowe wyniki wszystkich dotychczasowych ankiet oraz komentarze uczestników można znaleźć na stronie:
klubekspertow.rp.pl.

Siła nabywcza 500 zł jest dziś mniej więcej taka, jak 350 zł w kwietniu 2016 r., gdy ruszał program „Rodzina 500+”. Realna wartość tego świadczenia zaczęła topnieć w oczach w 2021 r. wraz z przyspieszeniem inflacji. Do końca marca tamtego roku, po pięciu latach od startu flagowego programu społecznego PiS, siła nabywcza świadczenia stopniała o 60 zł. Kolejne niespełna dwa lata przyniosły spadek o ponad 90 zł. Nic dziwnego, że dalsze losy świadczeń wychowawczych budzą emocje.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Panel ekonomistów
Rząd marnuje szansę na naprawę podatku Belki
Panel ekonomistów
Ekonomiści: Euro nie sparaliżowałoby polskiej gospodarki
Panel ekonomistów
Jakub Borowski: Polska gospodarka ma polisę ubezpieczeniową od globalnych zawirowań
Panel ekonomistów
Euro w Polsce. Czy prezes NBP ma rację? Zapytaliśmy ekspertów
Panel ekonomistów
Trampolina do sukcesu: członkostwo w UE jest motorem rozwoju gospodarki
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?