Prof. Marek Góra: System emerytalny to bilet w jedną stronę

Nasze prawa emerytalne ktoś musi móc i chcieć odkupić. Potrzebujemy struktury instytucjonalnej, w której przy pomocy innych przekażemy w czasie swój dochód – uważa prof. Marek Góra z SGH.

Publikacja: 21.04.2023 03:00

Prof. Marek Góra

Prof. Marek Góra

Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński

Czy zabezpieczając się na starość, jesteśmy zdani na siebie, czy możemy liczyć na rozsądne decyzje polityków?

Jesteśmy zdani na własny rozsądek oraz – jeśli są – na dobrze zaprojektowane instytucje. Polityk decyduje, pamiętając o dacie najbliższych wyborów, podczas gdy nasze istotne cele są długookresowe. W codziennym życiu ważne jest przede wszystkim tu i teraz. Ale dla całego życia istotne jest to, co wydarzy się za 10, 20 czy 30 lat. To naturalne, że młody człowiek, który ma 30 lat, nie zastanawia się, jak będzie wyglądało jego życie, gdy będzie miał lat 80. Politycy też go w tym nie zastąpią. To rola powszechnych instytucji, które powinny być przede wszystkim powszechne, czyli obejmować wszystkich. Do ich budowania trzeba oczywiście namówić polityków.

We Francji podniesienie progu wieku emerytalnego napotkało na opór społeczny. Te kwestie chwieją rządami. Jesteśmy skazani na demagogię społeczną?

Trochę tak. Dla osób, które zajmują się emeryturami, jest oczywiste, że wiek emerytalny trzeba we Francji podnieść. Ale Francuzi postrzegają to jako zabieg fiskalny i przeciw temu protestują. Skazują się tym samym na płacenie wyższych podatków lub niedofinansowanie różnych innych celów. Sytuacja większości europejskich systemów emerytalnych jest trudna. Rzadko zdarza się polityk, chcący rzucić na szalę swoją pozycję, by ją ratować. Politycy w wielu krajach wprowadzają rozwiązania, które „łatają dziury”. Potrzebne jest natomiast przebudowanie instytucji, w ramach których funkcjonują rozwiązania takie jak wiek emerytalny.

Czytaj więcej

173 tysiące pracujących emerytów i rencistów na Mazowszu

Inna sprawa, że politycy lubią coś obiecywać. Warto pamiętać, że obietnice urzeczywistnić się mogą tylko tu i teraz, bo taka jest władza polityków. Te wykraczające ponad kilka lat to raczej „ściema”. Jeśli Francuz w średnim wieku „wywalczy” pozostawienie wieku emerytalnego na obecnym poziomie i uwierzy, że w takim wieku za 20 lat przejdzie na emeryturę, to jest raczej naiwny. Sprawczość polityków nie sięga tak daleko.

Co to znaczy, że potrzebne jest przebudowanie instytucji?

System emerytalny jest strukturą instytucjonalną, w której odbywa się wymiana między nami młodymi i nami starymi. Jako młodzi pomniejszamy swoją konsumpcję (oszczędzamy), jako starzy finansujemy swoją konsumpcję pomimo braku bieżącego dochodu. To proste, ale nie do końca, bo oszczędzać w horyzoncie dziesięcioleci można jedynie prawa emerytalne. Potrzebujemy innych osób, żeby ta operacja się udała. Nasze prawa emerytalne ktoś musi móc i chcieć odkupić. Potrzebujemy struktury instytucjonalnej, w której przy pomocy innych przekażemy w czasie swój dochód. Dotyczy to tak systemów powszechnych, jak i dodatkowych, i także niezależnie od formy samych praw emerytalnych.

Tak długo jak reguły mają znaczenie większe niż dyskrecja polityczna, tak długo jesteśmy po bezpiecznej stronie. Jednak odziedziczyliśmy po XX w. sytuację, w której decyzje polityczne regulowały zasady wewnętrzne systemu emerytalnego. Raz były to decyzje sensowne, kiedy indziej – mniej. Ale świat się zmienił, dokładniej zmieniła się struktura i dynamika ludności według wieku. Dawniej kolejne pokolenia były liczniejsze i łatwo spłacały długi poprzednich. To była nie tylko podstawa systemów emerytalnych, ale w ogóle finansów publicznych. Teraz jest odwrotnie i będzie tak przez dziesięciolecia. Nie da się więcej rolować długu.

Jak to? Nie można rolować długu? Większość rządów to robi, nasz też.

Kiedyś te długi były spłacane, obecnie nie będą. Istnieje wiele sztuczek księgowych oraz wiedza ekonomiczna umożliwiająca rolowanie długów z dziś na jutro, a z pokolenia na pokolenie – tak się już nie uda. W przyszłości albo trzeba je będzie unieważnić, a to jest dług wobec nas samych, albo spróbować spłacać, uniemożliwiając rozwój społeczny. Generalnie, długi są źle zaksięgowane. Są takie, które są pokazane – jawne – i drugie, ukryte. Ekonomiści zajmują się głównie tymi pierwszymi. Natomiast to długi ukryte przybrały kosmiczne rozmiary.

Mówimy o zobowiązaniu emerytalnym, rentowym, zdrowotnym, edukacyjnym. Są związane z życiem społecznym?

Z finansowaniem instytucji państwa dobrobytu. Bardzo ważnych, potrzebnych, które mają wielkie zasługi dla XX wieku. Tyle że one były zbudowane dzięki możliwości rolowania długu. Skończyły się jednak czasy łatwego finansowania tych instytucji.

Czytaj więcej

Rząd pożycza 5 mld zł z Funduszu Rezerwy Demograficznej na wypłatę 13. emerytury

Kiedy staniemy przed poważnymi decyzjami o instytucjach publicznych: za 10, 20 czy 50 lat?

...temu. 50 lat temu należało to coś zrobić. Teraz jesteśmy potwornie spóźnieni i cokolwiek zrobimy, to będzie półśrodek okupiony politycznymi zawirowaniami – jak we Francji.

Przeczytałam w rządowym dokumencie, że pokazywanie, jak niska będzie stopa zastąpienia emerytury za kilkanaście lat, przestraszyła, obniżyła zaufanie do systemu, ale nie zwiększyła indywidualnego oszczędzania na starość.

Po pierwsze: straszenie nie ma sensu. Po drugie: indywidualne oszczędzanie też nie rozwiązuje kwestii zabezpieczenia społecznego. To tylko dodatek o ograniczonym znaczeniu. A zmiany ludnościowe mają podobny wpływ na systemy powszechne i dodatkowe.

Trzeba przede wszystkim wytłumaczyć, na czym polega stopa zastąpienia. Jest to relacja miesięcznej emerytury do miesięcznego dochodu. Wysokość średniej stopy zastąpienia zależy praktycznie wyłącznie od proporcji ludnościowych. Nie da się jej trwale i dla wszystkich „podnieść”. Nie należy mylić stopy zastąpienia z wysokością samej emerytury. To dwie informacje. A poza tym ta stopa spada, gdy rosną płace. To tak na marginesie informacja dla młodych.

A swoją przyszłą stopę zastąpienia można zwiększyć, zmniejszając bieżącą konsumpcję (oszczędzając).

Zasada, że trzeba ograniczyć konsumpcję na rzecz przyszłości, dotyczy także państwa?

Państwa też. Z tym, że słowo „ograniczyć” brzmi niesympatycznie, zamiast tego użyjmy innego określenia: przeznaczmy część naszego dzisiejszego dochodu, żeby sfinansować naszą przyszłą konsumpcję. To wtedy jest bardziej jasne. Oszczędzanie i ograniczenie konsumpcji to jest to samo. System emerytalny jest prostym przedsięwzięciem. Jako młody muszę część swojego dochodu przeznaczyć na to, żeby finansować swoją konsumpcję na starość. I czy ja to zrobię sam indywidualnie, czy ja to zrobię wspólnie w społeczeństwie, to i tak muszę zrobić to samo. Oba systemy organizuje się inaczej, ale zasada jest taka sama.

Czy jest jakaś zasada zabezpieczająca system emerytalny na przyszłość?

Najlepsza to: dłuższa praca, a dokładniej – późniejsza dezaktywizacja. Jeśli ktoś mówi ludziom coś innego, to wprowadza ich w błąd. Przeanalizujmy inne możliwości. Możemy bardziej indywidualnie ograniczyć konsumpcję, społecznie jest to już trudniejsze i budzi emocje. Uczestniczmy więc na standardowych zasadach w systemie powszechnym, a – jeśli chcemy i możemy, oszczędzajmy dodatkowo. Ale i tak nic nie przebije finansowania konsumpcji z bieżącego dochodu, o ile oczywiście jest taka możliwość.

Słyszymy, że panaceum na problemy systemu emerytalnego może być zwiększenie dzietności.

Pomysł świetny, tyle tylko, że nawet gdybyśmy dzisiaj wszyscy postanowili podwoić liczbę naszych dzieci, to one zaczną mieć istotny wpływ na rynek pracy, a więc także na system emerytalny, za ok. 40 lat, bo muszą stać się istotną częścią siły roboczej. Jest to więc pomysł świetny, ale zupełnie nienadający się do zastosowania w zakresie finansów emerytalnych. No i do tego jest to pomysł absolutnie nierealny.

Wystarczy nam zrozumienie czy potrzebny jest przepis o podniesieniu minimalnego wieku emerytalnego?

Nie, do dłuższej pracy trzeba się przygotować. To życiowe wyzwanie dotyczące ciągłej adaptacji kwalifikacji zawodowych do zmieniającej się sytuacji na rynku pracy, to styl życia, który ma fundamentalne znaczenie dla stanu naszego zdrowia. To w końcu, a może przede wszystkim, przyjęcie do wiadomości, że będziemy dłużej aktywni. Będziemy mogli, chcieli i musieli. O tym wszystkim nie można zaczynać myśleć, mając 50+.

Wielkim osiągnięciem cywilizacyjnym jest dłuższe ludzkie życie. Żeby z tego korzystać, musimy dysponować środkami na finansowanie konsumpcji w późniejszym okresie życia. Najlepiej z własnej aktywności (o ile się do tego dobrze przygotowaliśmy), ale także dzięki wykorzystaniu wcześniej zaoszczędzonych środków (o ile oszczędzaliśmy wystarczająco dużo).

Trzeba stworzyć ramy, w których możemy podejmować decyzje w sposób racjonalny. Uczestniczenie w systemie emerytalnym to jest jak kupienie biletu w jedną stronę. Na co dzień, gdy się pomylę, często mogę błąd naprawić. W ciągu dziesięcioleci życia tak już nie jest. Jeśli nie uczestniczyłem w systemie emerytalnym w wystarczającym zakresie, to na starość tego błędu już nie naprawię. Wtedy na ogół idzie się do polityków, żeby nałożyli na młodych dodatkowe obciążenia i sfinansowali emerytom jakąś 13.,14. Dlatego tak ważne jest, by wytłumaczyć, na czym polegają zasady: by były zrozumiałe i trwałe dla wszystkich.

Jednakowe dla wszystkich, czyli dla: pracowników, rolników, górników i dla żołnierzy?

Tak jest – i to z korzyścią dla wszystkich. Bo pomimo subiektywnego wrażenia, pozostawanie poza powszechnym systemem nie jest korzystne. Na przykład, gdy chcemy zmienić sektor zatrudnienia. Mamy lepsze możliwości gdzie indziej, ale jakieś realne lub wyobrażone korzyści blokują nas.

Czy jakakolwiek władza w Polsce jest w stanie podnieść wiek emerytalny?

Może ktoś się kiedyś odważy, ale chyba nieprędko. Wszyscy będą się raczej obawiać i uciekać w dobrowolność dłuższej pracy. Jeśli to dobrze zorganizować, to jest to już coś. Ale pod jednym bardzo ważnym warunkiem: jakikolwiek by był minimalny wiek emerytalny, musi być równy dla wszystkich, w szczególności dla kobiet i mężczyzn. To jest pewnie jeszcze trudniejsza decyzja: wyrównanie wieku dla wszystkich. Trzeba jednak pokazać kobietom, że bzdurą jest mówienie, iż ich wcześniejszy wiek emerytalny jest dla nich przywilejem. On działa na ich niekorzyść. Trzeba ludziom pokazać – bez względu na to, czy są kobietami, czy mężczyznami – w jaki sposób wczesne przejście na emeryturę działa wbrew ich własnemu interesowi. To jest trudne. Każdy z nas jest zmęczony dniem powszednim, bieżącym: robota niekoniecznie ciekawa, często ciężka, można mieć niespecjalnie miłego szefa, zespół, którego się nie lubi…

I marzenie, że przejdę na emeryturę i będę robiła wszystko to, na co wcześniej nie miałam czasu?

Tak, tylko na to trzeba zarobić pieniądze. Niech mi ktoś da, ale ktosiem jestem ja sam. I gdy młodzi ludzie we Francji protestują razem ze swoimi starszymi kolegami w sprawie niepodniesienia wieku emerytalnego, to tak naprawdę mówią: chcemy wyższych podatków.

Można zmniejszyć świadczenia.

To raczej polityczne samobójstwo. Każdy polityk, który to zaproponuje, będzie szybciej żegnał się z karierą niż ten, który zaproponuje podniesienie wieku emerytalnego. Istnieją trzy możliwości. Pierwsza: zwiększenie obciążeń młodych. Druga: obcięcie świadczeń emerytalnych i trzecia: podniesienie minimalnego wieku emerytalnego. To kombinacja efektów tych dwóch pierwszych rozwiązań. Młodzi są obciążeni tak samo tyle, że dłużej. Starsi dostają takie same emerytury, tyle że krócej. Nie ma to bezpośredniego wpływu na wysokość obciążeń daninami i wysokość świadczeń. To bardzo fair rozwiązanie.

Czy zabezpieczając się na starość, jesteśmy zdani na siebie, czy możemy liczyć na rozsądne decyzje polityków?

Jesteśmy zdani na własny rozsądek oraz – jeśli są – na dobrze zaprojektowane instytucje. Polityk decyduje, pamiętając o dacie najbliższych wyborów, podczas gdy nasze istotne cele są długookresowe. W codziennym życiu ważne jest przede wszystkim tu i teraz. Ale dla całego życia istotne jest to, co wydarzy się za 10, 20 czy 30 lat. To naturalne, że młody człowiek, który ma 30 lat, nie zastanawia się, jak będzie wyglądało jego życie, gdy będzie miał lat 80. Politycy też go w tym nie zastąpią. To rola powszechnych instytucji, które powinny być przede wszystkim powszechne, czyli obejmować wszystkich. Do ich budowania trzeba oczywiście namówić polityków.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Panel ekonomistów
Rząd marnuje szansę na naprawę podatku Belki
Panel ekonomistów
Ekonomiści: Euro nie sparaliżowałoby polskiej gospodarki
Panel ekonomistów
Jakub Borowski: Polska gospodarka ma polisę ubezpieczeniową od globalnych zawirowań
Panel ekonomistów
Euro w Polsce. Czy prezes NBP ma rację? Zapytaliśmy ekspertów
Panel ekonomistów
Trampolina do sukcesu: członkostwo w UE jest motorem rozwoju gospodarki
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?