Zbrojenia naoliwią tryby polskiej gospodarki?

Znaczący wzrost nakładów na obronność nie będzie impulsem rozwoju gospodarki. Dlatego trudno usprawiedliwiać nim znaczący wzrostu zadłużenia kraju.

Publikacja: 29.05.2023 03:00

Zbrojenia naoliwią tryby polskiej gospodarki?

Foto: PAP

Nakłady Polski na zbrojenia sięgną w br. 4,3 proc. PKB – o ile wzrost PKB okaże się zgodny z prognozami MFW – oszacował niedawno niemiecki think tank Ifo. Przewidywania MFW należą do ostrożnych, co oznacza, że ostatecznie wydatki na obronność w stosunku do PKB mogą się okazać nieco niższe. Sam rząd planuje, że sięgną one 3 proc. PKB. Ale nawet wtedy – pod tym względem – Polska będzie zapewne wśród liderów NATO. W 2021 r. wydatki te wynosiły 2,2 proc. PKB, w ciągu dwóch lat zwiększą się więc o co najmniej 1 pkt proc. PKB. Ifo szacuje, że w żadnym z pozostałych państw należących lub kandydujących do sojuszu wzrost nakładów na zbrojenia w tym okresie nie przekroczy nawet 1 pkt proc. PKB. Z wyjątkiem USA i Grecji, których wydatki zbrojeniowe akurat maleją, nikt nie wyda na armię ponad 3 proc. PKB.

Raczej piach niż oliwa

Czy podwojenie wydatków na zbrojenia w bardzo krótkim czasie jest najlepszą drogą do wzmocnienia potencjału militarnego Polski? W kontekście wojny w Ukrainie to kłopotliwe i kontrowersyjne pytanie. Gdyby jednak okazało się, że takie zwiększenie nakładów na zbrojenia jest przy okazji ważnym kołem zamachowym gospodarki, kontrowersje zeszłyby na drugi plan. Dlatego o ocenę makroekonomicznych konsekwencji wzmożonych zbrojeń zapytaliśmy uczestników naszego panelu eksperckiego.

Aż 74 proc. spośród 31 zapytanych ekonomistów wątpi, by zwiększone nakłady zbrojeniowe stały się silnym impulsem rozwojowym. – Przygniatająca część dodatkowych zakupów pochodzić będzie z importu, będzie raczej obciążeniem dla gospodarki niż impulsem rozwoju – mówi prof. dr hab. Witold Orłowski, wykładowca Akademii Vistula i Politechniki Warszawskiej, odnosząc się do negatywnego wpływu na saldo wymiany handlowej Polski. - Wedle mojej wiedzy wydatki militarne w niewielkim stopniu przekładają się na aktywność gospodarczą. Nie należy oczekiwać efektów po stronie podaży, bo wydatki te nie będą prowadziły do wzrostu produktywności. Możliwe są efekty po stronie popytu, ale będą ograniczone. Część zakupów sprzętu wojskowego będzie bowiem z zagranicy. Przy czym stymulacja popytu jest w polskiej gospodarce w obecnej sytuacji niekonieczna, bo luka popytu jest ujemna - dodaje dr Wojciech Paczos, wykładowca na Uniwersytecie w Cardiff i pracownik Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN. 

Większość zwiększonych wydatków zbrojeniowych sfinansuje zakup broni za granicą. Wpływ na naszą gospodarkę będzie więc tylko lekko pozytywny. Może być większy w dłuższym okresie, jeśli uda się Polsce opanować nowe technologie, spolonizować produkcję i zwiększyć eksport. 

Dr hab. Marcin Piątkowski, profesor ALK

Prof. Grzegorz Gorzelak z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN zauważa, że wysiłek zbrojeniowy byłby silniejszym impulsem, gdyby dodatkowe wydatki były w znacznej części kierowane do polskich przedsiębiorstw i placówek badawczych, nie zaś przeznaczane na zakupy gotowego sprzętu z zagranicy. Tak się jednak zapewne nie stanie, bo potencjału wytwórczego rodzimego sektora zbrojeniowego nie da się szybko zwiększyć. – Często koszty związane z utrzymaniem i modernizacją armii mogą wywierać presję na budżet państwa, co może prowadzić do ograniczeń inwestycyjnych w innych obszarach, takich jak nauka, edukacja, ochrona zdrowia czy infrastruktura. Już dziś to widzimy, a wydatki zbrojeniowe są dopiero planowane – zaznacza z kolei dr hab. Łukasz Goczek, profesor na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW. Jak jednak zastrzega, brak korzystnego wpływu takich nakładów na gospodarkę nie musi oznaczać, że nie warto ich ponosić.

Oprócz uzupełnienia uzbrojenia program wzmocnienia polskiego wojska przewiduje znaczący wzrost liczby żołnierzy: do 300 tys. z około 160 tys. na koniec ub.r. Ten cel ma zostać osiągnięty do 2035 r., ale w praktyce rząd ma ambicje, aby stało się to szybciej. Czy to będzie oznaczało konkurowanie sił zbrojnych o kadry z innymi pracodawcami? Według ostatnich Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności, w I kwartale w Polsce pracowało ponad 16,8 mln osób, najwięcej w historii tych danych, o 138 tys. więcej niż rok wcześniej. W tym świetle może się wydawać, że rekrutacja dodatkowych około 100 tys. żołnierzy nie powinna być problemem. Ale ze względu na kurczącą się populację kraju, szczególnie zaś osób młodych, dalszy wzrost liczby pracujących w takim tempie, jak w ostatnim roku, jest mało prawdopodobny. Tymczasem nawet dzisiaj, w warunkach spowolnienia gospodarczego, duża część firm (około 20–40 proc. w zależności od branży) uważa niedobór pracowników za barierę rozwoju. Stąd niemal 65 proc. ankietowanych przez nas ekonomistów zgodziło się z tezą, że taki wzrost liczebności armii nasili problemy z dostępnością pracowników w gospodarce, prowadząc do większej presji na wzrost płac

Podatki, a nie dług

Skoro wzrost wydatków zbrojeniowych nie rozpędzi gospodarki, a może stanowić dla niej hamulec, nie można liczyć na to, że będzie się sam finansował. Skąd zatem czerpać na to pieniądze? Obecnie, jak się wydaje, służyć temu ma Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, zasilany wpływami z emisji specjalnych obligacji oraz (ewentualnie) zyskami NBP. Większość (blisko 52 proc.) uczestników naszej sondy nie zgadza się jednak z tym, że „wieloletni program zbrojeniowy powinien być finansowany przede wszystkim z obligacji (nowego długu), a nie z nowych podatków lub cięć innych wydatków”. – Trwały wzrost wydatków zbrojeniowych powinien być sfinansowany ze wzrostu trwałych dochodów budżetu – przekonuje dr hab. Marcin Piątkowski, prof. ALK.

Zwiększenie długu publicznego może też być niemożliwe ze względu na obowiązujące w Polsce krajowe i unijne reguły fiskalne. Bezpieczniki krajowe – przede wszystkim tzw. stabilizującą regułę wydatkową – rząd może oczywiście zmodyfikować tak, aby nie obejmowały przynajmniej części wydatków na zbrojenia. Wówczas ich zwiększanie nie będzie wymuszało oszczędności gdzie indziej. Jak sugeruje wieloletni plan finansowy państwa na lata 2023–2026, prace nad takimi zmianami już się toczą. Uczestnicy panelu ekonomistów oceniają to krytycznie. Niepełna 26 proc. ankietowanych zgodziło się z tezą, że „wydatki na obronność nie powinny podlegać krajowym i unijnym regułom fiskalnym, takim jak stabilizująca reguła wydatkowa”.

Panel ekonomistów, czyli lek na stronniczość

Wbrew pozorom w ekonomii niewiele pytań ma jednoznaczne odpowiedzi. Celem panelu ekonomistów „Rzeczpospolitej”, który zainaugurowaliśmy w 2020 r., jest pokazanie pełnego spektrum opinii na tematy ważne dla rozwoju polskiej gospodarki.

Do udziału w tym przedsięwzięciu zaprosiliśmy już ponad 70 wybitnych polskich ekonomistów z różnych pokoleń i ośrodków akademickich (także zagranicznych) oraz o różnorodnych zainteresowaniach naukowych. Tę grupę ekspertów, która się stale powiększa, mniej więcej raz na miesiąc prosimy o opinie i komentarze dotyczące aktualnych zagadnień z zakresu szeroko rozumianej polityki gospodarczej. Takie badania opinii cenionych ekonomistów pozwalają na recenzowanie bez uprzedzeń wszelkich pomysłów, które pojawiają się w debacie publicznej, i wysuwanie nowych. Będą też rejestrem ewolucji poglądów ekonomistów. Wyniki wszystkich dotychczasowych sond oraz komentarze uczestników można znaleźć na stronie: www.klubekspertow.rp.pl. 

Panel ekonomistów
Unia Europejska jest dobra dla rolników. Ale mogłaby być lepsza.
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Panel ekonomistów
NBP niepotrzebnie dotuje banki komercyjne? Opinie ekonomistów
Panel ekonomistów
Rekordowe straty nie powinny być zmartwieniem dla NBP
Panel ekonomistów
Kto i za co odpowiada w NBP? Kontrowersje wokół skupu obligacji
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Panel ekonomistów
Finansowanie CPK to nie zadanie dla banku centralnego