Piotr Lewandowski: Emerytura stażowa albo bez znaczenia, albo szkodliwa

Emerytura stażowa miała sens dekadę temu, jako mechanizm osłonowy w ramach podwyższania wieku emerytalnego do 67 lat. Dzisiaj ten pomysł jest albo jałowy, albo szkodliwy, w zależności od szczegółów - ocenia Piotr Lewandowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych.

Publikacja: 29.06.2023 15:09

Piotr Lewandowski: Emerytura stażowa albo bez znaczenia, albo szkodliwa

Foto: Jerzy Dudek

Skokowy wzrost płacy minimalnej, który zaproponowało PiS, doprowadzi do wzrostu bezrobocia. W dłuższej perspektywie spowoduje rezygnację z etatu na rzecz umów cywilno-prawnych lub działalności gospodarczej, a nawet pobieranie części pensji pod stołem. Przyczyni się do spłaszczenia  rozkładu wynagrodzeń, gdyż płace minimalną będzie otrzymywało prawie dwa razy więcej osób niż dotychczas. To ostrzeżenia, które formułowała jedna z organizacji pracodawców w 2019 r., przed podwyżką płacy minimalnej z 2250 zł do 2600 zł. To była podwyżka o 16 proc., czyli nieco mniejsza od przyszłorocznej. Czy te ostrzeżenia były celne?

Gdy słuchałem tych ostrzeżeń, nie byłem pewien, czy były sprzed czterech lat, czy sprzed 15. Bo przed podwyżką płacy minimalnej w 2009 r. z 936 do 1126 zł też były głosy, że to doprowadzi do masowego bezrobocia, zamykania firm itd. Dyskusja o płacy minimalnej w Polsce to jest taki teatr, w którym co roku odgrywane są te same role. Zawsze są aktorzy, którzy mówią, że to będzie koniec świata, i tacy, którzy uważają, że podwyżka płacy minimalnej jest potrzebna i powinna być nawet większa. A fakty są takie, że przez ostatnich kilkanaście lat ta płaca wzrosła bardzo mocno, zarówno w ujęciu nominalnym, jak i w stosunku do przeciętnej płacy (z około 30 do około 50 proc.). I do tej pory negatywnych konsekwencji, jeśli chodzi o bezrobocie, nie było. Nasze badania pokazują, że w dużych miastach to w ogóle nie miało żadnego znaczenia. Nie wpływało na dynamikę płac, bo niskie wynagrodzenia i tak by szybko rosły pod wpływem sił rynkowych, ani na bezrobocie, które jest tam praktycznie zerowe. W mniej rozwiniętych regionach ceną za wyższą płace minimalną był nieco mniejszy poziom zatrudnienia, ale i tak bilans był moim zdaniem jednoznacznie pozytywny.

Czytaj więcej

Dodatek do emerytury dla sołtysów już od soboty

Trzymając się teatralnej terminologii: w tym spektaklu zmienia się scenografia. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że stosunek płacy minimalnej do średniej w 2024 r. wyraźnie przebije 50 proc. To byłby poziom niespotykany w UE. Czy to pozwala oczekiwać, że tym razem skutki podwyżki minimalnego wynagrodzenia będą większe?

Trudno powiedzieć. Elementami scenografii, które jednocześnie się zmieniają, są też podaż pracy i popyt na pracę w Polsce. Na początku tego stulecia, gdy mieliśmy bardzo liczne roczniki wchodzące na rynek pracy, i relatywnie niskie zapotrzebowanie na pracowników, elastyczność zatrudnienia i bezrobocia względem zmian płacy minimalnej była prawdopodobnie wyższa niż w ostatnich 10, a nawet 15 latach. Teraz, ze względów demograficznych, potencjalnych pracowników jest coraz mniej, a bezrobocie w Polsce, co by się nie wydarzyło, bardzo nie wzrośnie. Rzeczywiście, poziom płacy minimalnej jest już dość wysoki, ale czy to spowoduje, ze w końcu spełnią się te kasandryczne przepowiednie? Nie jestem przekonany. Bardziej realistycznym scenariuszem wydaje mi się to, że w niektórych segmentach rynku pracy płaca minimalna po prostu nie będzie przestrzegana. Tam, gdzie produktywność jest niższa, podwyżka tej płacy do 4300 zł nie zostanie w praktyce wdrożona.

A czy może być tak, że ambitne podwyżki płacy minimalnej nie tylko nie mają negatywnego wpływu na zatrudnienie w Polsce, ale wręcz mają wpływ pozytywny, bo przyciągają imigrantów zarobkowych?

Niewiele o tym wiemy. W ostatnim roku charakter procesów migracyjnych był tak szczególny, że zachodził w oderwaniu od realiów rynku pracy. Może była jakaś mała grupa uchodźców, którą wyższe płace w Polsce zniechęciły do emigracji dalej na Zachód. Ale patrząc w szerszej perspektywie, taki mechanizm może występować. Tym, co w tej dyskusji umyka, jest to, że w tym roku realnie płaca minimalna zmaleje po raz pierwszy od 20 lat. A bierzemy tu pod uwagę główny wskaźnik inflacji, podczas gdy ludzie o niższych dochodach więcej niż ci o wyższych dochodach wydają na energię i żywność, gdzie wzrost cen był najwyższy. Czyli stopa życia osób o niskich dochodach zmalała bardziej niż osób o wyższych dochodach. Dużą podwyżkę płacy minimalnej w 2024 r., gdy inflacja prawdopodobnie będzie już niższa niż w br., można traktować jako korektę jej tegorocznego realnego spadku.

Jednym z efektów tego, że płaca minimalna rośnie szybciej niż przeciętna, jest spłaszczanie struktury wynagrodzeń. To dotyczy szczególnie sfery budżetowej. Dużo się mówi o tym, że wykwalifikowani pracownicy oświaty, wykonujący bardzo odpowiedzialną pracę, będą zarabiali tyle co osoby wykonujące proste prace nie wymagające kwalifikacji. Brzmi to jak przepis na katastrofę edukacyjną.

Nie mam wątpliwości, że wynagrodzenia w sektorze publicznym nie dotrzymują kroku wynagrodzeniom w sektorze prywatnym, i że jest to bardzo szkodliwe zjawisko. To tworzy bodźce do odchodzenia z niektórych zawodów, takich jak nauczyciel,  i zniechęca młodych do kształcenia się w tym kierunku. Ale to nie jest wina osób pracujących w handlu, rolnictwie czy budownictwie za płacę minimalną, że rząd nie chce podnosić wynagrodzeń nauczycieli i pielęgniarek. To, że w tych ostatnich zawodach zarabia się za mało, nie jest argumentem przeciwko podwyżkom płacy minimalnej. Spadek poziomu życia osób otrzymujących płacę minimalną w br. i brak podwyżek w sferze budżetowej to są osobne problemy. Mam nadzieję, że duża podwyżka płacy minimalnej zwiększy siłę przetargową związków zawodowych w oświacie, żeby wynegocjować tam większe podwyżki.

W naszym spektaklu zmieniają się też dialogi. Z powodów, o których wspomniałeś, ostrzeżeń, że ta zmiana uderzy w zatrudnienie, jest dzisiaj mniej. Przybyło za to głosów, że tak duża podwyżka płacy minimalnej będzie czynnikiem podtrzymującym inflację. Takie ryzyko rzeczywiście istnieje? Bo wydaje się, że wzrost płac nie był w ostatnich latach istotnym kołem zamachowym inflacji.

Jeśli w tym roku siła nabywcza płacy minimalnej zmalała, to trudno argumentować, że wzrost dochodów tej grupy pracowników przyczynił się w istotny sposób do inflacji. Można się zastanawiać, czy większego znaczenia nie miały duże zwroty PIT związane z Polskim Ładem. Oczywiście, podwyżki płacy minimalnej w pewnym stopniu rozlewają się na osoby, które zarabiają trochę więcej – o 10 czy 15 proc. Ale w Polsce w wielu segmentach rynku pracy mamy do czynienia z rynkiem pracownika. Osoby, które lepiej zarabiają, mają większą siłę przetargową, aby wynegocjować podwyżki, które zrekompensują im inflację. Oni by te podwyżki dostali niezależnie od tego, co się dzieje z płacą minimalną. Podwyżki tej płacy nie są więc głównym czynnikiem determinującym dynamikę wynagrodzeń zbliżonych do przeciętnego i wyższych.

Pomówmy jeszcze o innych propozycjach wyborczych z obszaru szeroko rozumianej polityki społecznej. Jedna to wprowadzenie emerytur stażowych. To rozwiązanie byłoby spójne z naszym systemem emerytalnym, w którym kryterium uprawniającym do emerytury jest wiek?

Byłoby spójne 10 lat temu jako mechanizm osłonowy wobec podwyższania wieku emerytalnego. Wtedy zarysowana była ścieżka stopniowego podwyższania wieku emerytalnego do 67 lat. Koncepcja wprowadzenia opcji wcześniejszego przejścia na emeryturę dla osób, które bardzo wcześnie rozpoczęły pracę i mogłyby mieć problemy z utrzymaniem aktywności zawodowej tak długo, była więc niezła. Zresztą kancelaria prezydenta Komorowskiego (w 2015 r.) przygotowała projekt takiego rozwiązania. Ale dzisiaj, gdy wiek emerytalny wrócił do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, emerytury stażowe nie mają sensu. Prezydencka propozycja, w której ten wymagany staż jest dość długi, dotyczyłaby bardzo wąskiej grupy osób. Ale druga propozycja, obywatelska, jest absurdalna. Szerszy kontekst rynku pracy jest taki, że z powodów demograficznych mamy coraz mniej ludzi aktywnych zawodowo, a obniżka wieku emerytalnego jeszcze napędziła odpływ pracowników z rynku. Do tego zmienia się struktura zatrudnienia. Połowa ludzi w wieku 30-40 lat ma wykształcenie wyższe i pracuje w innych zawodach niż osoby starsze. Wprowadzenie stażu pracy uprawniającego do przechodzenia na emeryturę wcześniej niż w wieku 60/65 lat pogłębi deficyt pracowników.

Kolejną propozycją, którą we wtorek przyjął rząd, jest podwyższenie świadczenia wychowawczego z 500 do 800 zł. Abstrahując od logiki kampanii wyborczej, taka waloryzacja jest potrzebna? Zwiększy skuteczność tego programu?

Nie można tej waloryzacji oceniać w oderwaniu od realiów politycznych. Realna wartość świadczenia w wysokości 500 zł zmalała, więc zmalała też jego rola w zmniejszaniu ryzyka ubóstwa wśród dzieci. Temu trudno przeczyć. Już dwa lata temu można było na tej podstawie opowiadać się za waloryzacją. Ale teraz ta waloryzacja jest dwa razy większa niż skumulowana inflacja od początku tego programu. Jeśli ktoś uważa, że ten program był dobrze sparametryzowany, to powinien opowiadać się za takimi podwyżkami świadczenia na dzieci, żeby utrzymywała się jego realna wartość. Teraz mamy podwyżkę o około 60 proc. To za dużo, jeśli wziąć pod uwagę sytuację finansów publicznych. W kontekście tego, że rząd nie decyduje się na waloryzację wynagrodzeń w sektorze publicznym, a ochrona zdrowia i oświata są niedofinansowane, tak duże zwiększenie transferów dla rodzin to nie jest najlepszy sposób na wydanie pieniędzy.

Panel ekonomistów
Rząd marnuje szansę na naprawę podatku Belki
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Panel ekonomistów
Ekonomiści: Euro nie sparaliżowałoby polskiej gospodarki
Panel ekonomistów
Jakub Borowski: Polska gospodarka ma polisę ubezpieczeniową od globalnych zawirowań
Panel ekonomistów
Euro w Polsce. Czy prezes NBP ma rację? Zapytaliśmy ekspertów
Panel ekonomistów
Trampolina do sukcesu: członkostwo w UE jest motorem rozwoju gospodarki