Nie widać sił, które mogą ściągnąć inflację do celu

Ekonomiści ponownie wyraźnie obniżyli prognozy inflacji w najbliższych kwartałach. Mimo to perspektywa jej powrotu do celu NBP zdaje się oddalać.

Publikacja: 16.10.2023 03:00

Nie widać sił, które mogą ściągnąć inflację do celu

Foto: Bloomberg

We wrześniu wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI) w Polsce wzrósł o 8,2 proc. rok do roku, po 10,1 proc. w sierpniu. Do największej od marca zniżki inflacji przyczyniły się w dużej mierze działania administracji i spółek Skarbu Państwa, które wpłynęły na ceny energii, paliw i leków. Ale nawet biorąc na to poprawkę, dezinflacja przebiega szybciej niż zakładali ekonomiści.

W III kwartale inflacja wynosiła średnio 9,7 proc. rok do roku po 13,1 proc. w II kwartale. Tymczasem u progu minionego kwartału uczestnicy konkursu „Parkietu” i „Rzeczpospolitej” na najlepszego analityka makroekonomicznego przeciętnie prognozowali, że inflacja w tym okresie wyniesie 10,2 proc. Jeszcze wcześniej, wiosną br., spodziewali się w III kwartale inflacji na poziomie 11,4 proc. Ten niższy punkt startowy ma wyraźny wpływ na dalszą ścieżkę inflacji. Ekonomiści spodziewają się dziś, że w II kwartale 2024 r. (to ostatni okres, który był uwzględniony w obecnych prognozach uczestników naszego konkursu i tych z lipca) wskaźnik CPI będzie rósł średnio w tempie 5,5 proc. rok do roku. Jeszcze kwartał temu oczekiwali wyniku o 1 pkt proc. wyższego.

Czytaj więcej

Grzegorz Siemionczyk: Co siedzi w zaczadzonych głowach ekonomistów

Ścieżka wkrótce zawróci

Ta zmiana przewidywań może dziwić, biorąc pod uwagę to, że we wrześniu i w październiku Rada Polityki Pieniężnej dokonała niespodziewanie dużych obniżek stóp procentowych. W lipcu ekonomiści spodziewali się w większości, że do końca br. RPP zdąży obniżyć stopę referencyjną tylko o 0,25 pkt proc., do 6,50 proc. Tymczasem już teraz wynosi ona 5,75 proc., a do końca roku – w świetle obecnych prognoz – zmaleje do 5,5 proc. To rozluźnienie polityki pieniężnej w II połowie 2024 r. powinno już wyraźnie oddziaływać na gospodarkę, prowadząc raczej do wyższych prognoz inflacji. W przeciwnym kierunku działała jednak jak dotąd sytuacja na globalnym rynku surowców. Dodatkowo, o ile w lipcu ekonomiści powszechnie zakładali, że z początkiem 2024 r. rząd wycofa się z mrożenia cen energii i obniżonej czasowo stawki VAT na podstawowe artykuły żywnościowe. Obecnie część analityków ocenia, że te elementy tzw. tarczy antyinflacyjnej zostaną utrzymane dłużej, być może do końca 2024 r. To założenie stoi na przykład za prognozami zespołu PKO BP, które przywołał na ostatniej konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński. Analitycy z PKO BP sądzą, że w II kwartale przyszłego roku inflacja wyniesie 3,8 proc. rok do roku, czyli znajdzie się niewiele powyżej górnej granicy pasma dopuszczalnych odchyleń od celu NBP (2,5 proc. +/-1 pkt proc.). Później jednak zacznie znów przyspieszać, a w 2025 r. ujawni się „nawis inflacyjny” związany z obniżonym VAT-em i mrożeniem cen energii. „Chociaż w krótkim terminie widzimy kontynuację wyraźnej dezinflacji, to w dłuższej perspektywie oczekujemy, że trend dezinflacyjny zatrzyma się i inflacja utrzyma się na poziomie ok. 4 proc.” – napisali ekonomiści z PKO BP w ostatnim kwartalniku.

Eksplozja popytu

Jak pokazała ostatnia ankieta makroekonomiczna NBP, brak wiary w powrót inflacji do celu tej instytucji w najbliższych latach jest nie tylko powszechny, ale też narasta. Część powodów tego stanu rzeczy widać w prognozach uczestników naszego konkursu. Wprawdzie sugerują one, że w krótkim okresie aktywność w polskiej gospodarce będzie rosła nieco wolniej, niż oczekiwali jeszcze w lipcu, ale w dalszej perspektywie ożywienie będzie silniejsze. Co jednak ważniejsze, struktura wzrostu PKB stanie się bardziej proinflacyjna. Wysoka obecnie dynamika inwestycji opadnie, a jednocześnie wyraźnie przyspieszy wzrost konsumpcji. Sprzyjała będzie temu dobra koniunktura na rynku pracy, podtrzymująca szybki wzost płac. W II połowie 2024 r. wydatki konsumpcyjne nad Wisłą będą już rosły w tempie przekraczającym 3 proc. rok do roku, ale część analityków liczy się ze zwyżkami rzędu 5 proc.

O konkursie na najlepszego analityka makroekonomicznego

Konkurs na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowany jest przez redakcje „Parkietu” i „Rzeczpospolitej” od 2007 r. Obecnie trwają edycje XVI i XVII, w których oceniamy prognozy na 2023 i 2024.

Rywalizacja jest otwarta dla wszystkich, którzy chcą sprawdzić swoje umiejętności analityczne: ekonomistów z instytucji finansowych i ośrodków badawczych, niezależnych ekspertów, a także pracowników naukowych i studentów.

Uczestnicy konkursu (obecnie jest ich 36) cztery razy do roku nadsyłają prognozy na cztery kolejne kwartały dla ośmiu wskaźników makroekonomicznych i rynkowych. Za każdą prognozę mogą otrzymać od 0 do 1 pkt w zależności od tego, jak wypada ona na tle faktycznego odczytu danego wskaźnika oraz przewidywań innych uczestników. Podsumowując prognozy na dany kwartał, największą wagę przypisujemy tym formułowanym najwcześniej (z rocznym wyprzedzeniem), najmniejszą zaś najświeższym (sporządzonym kwartał wcześniej). W rankingu ogólnym największą wagę mają punkty za prognozy PKB i CPI.

Zwycięzcą ostatniej zakończonej edycji konkursu, dotyczącej prognoz na 2022 r., był zespół ING Banku Śląskiego, który wyprzedził analityków z Polityki Insight i BNP Paribas Bank Polska. Rok wcześniej triumfował dr Wojciech Zatoń z Uniwersytetu Łódzkiego, który zwyciężył też w 2017 r.

Dwoma zwycięstwami w historii konkursu mogą pochwalić się jeszcze tylko Mikołaj Raczyński, obecnie dyrektor zarządzający i inwestycyjny firmy Portu w Polsce, oraz Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, który jednak od kilku lat nie bierze udziału w rywalizacji.

Opinia
Jakub Rybacki, kierownik Zespołu Makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym

Analitycy oczekują szybkiego odbicia aktywności gospodarczej. Bieżące prognozy sugerują, że w 2024 r. wzrost gospodarczy przekraczał będzie 2 proc., a w drugim półroczu będzie nawet zbliżony do 3 proc.
Ekonomiści w ankiecie „Parkietu” i „Rzeczpospolitej” dość zgodnie oceniają, że spadek wydatków konsumpcyjnych osiągnął dno w II kwartale br., a kolejne kwartały powinny przynieść ożywienie popytu. Taki scenariusz wydaje się być realistyczny. Wzrost wynagrodzeń ponownie przekracza inflację, a dodatkowo popyt wspierała będzie polityka gospodarcza. Spadek stóp procentowych oznacza niższe koszty obsługi kredytów hipotecznych. Z początkiem 2024 r. czeka nas zaś wzrost świadczeń wychowawczych z 500 do 800 zł. Więcej niepewności budzi ścieżka inwestycji. Zdecydowana większość analityków oczekuje spowolnienia ich wzrostu. Przeciętnie oczekują, że za rok inwestycje będą rosły w tempie około 2 proc., w porównaniu z 7 proc. w II kwartale br. Osłabiona aktywność inwestycyjna jest typowa dla okresów spowolnienia. Niemniej rozrzut prognoz jest istotny, a część ekonomistów prognozuje wręcz wyraźny spadek nakładów brutto na środki trwałe. Ten sceptycyzm wynikać może stąd, że przyszły rok przyniesie prawdopodobnie słabsze wyniki przedsiębiorstw, co może ograniczyć paliwo do wzrostu inwestycji prywatnych. Równocześnie, jak pokazują doświadczenia z 2016 r., powolny może być rozruch funduszy z nowego budżetu UE. To będzie wyzwanie dla firm budowlanych i przemysłowych.
Odbicie aktywności oznacza brak turbulencji na rynku pracy. Prognozy wskazują, że stopa bezrobocia w I kwartale 2024 r. osiągnie szczyt na poziomie 5,4 proc. Taki wynik, po korekcie o wpływ czynników sezonowych, nie różniłby się znacznie od bieżącego poziomu 5 proc. Dane napływające z rynku pracy wskazują, że mała liczba firm planuje zwalniać pracowników. W badaniach ankietowych wśród firm wciąż raportowane są problemy z rekrutacją, co skłania do chomikowania pracowników, nawet w obliczu chwilowych przestojów.
Efektem ubocznym będzie jednak wciąż wysoka inflacja. Analitycy wskazują, że wzrost cen zwolni z 6,8 proc. w IV kwartale 2023 r. do 6 proc. w III kw. 2024 r. Inflację podwyższało będzie wygaszanie tzw. tarcz antyinflacyjnych. Równocześnie rosnąć będą ceny usług, co bezpośrednio związane jest z dwucyfrowym wzrostem wynagrodzeń. Ryzyko dla prognoz wciąż stanowi sytuacja na rynkach energetycznych – szczególnie w kontekście licznych zawirowań na Bliskim Wschodzie.
Pomimo to analitycy oczekują obniżek stóp procentowych. Bieżące prognozy sugerują, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na kolejną obniżkę głównej stopy NBP o 0,25 pkt proc. w listopadzie. Cykl łagodzenia polityki pieniężnej będzie kontynuowany w I kwartale 2024 r., gdy oczekiwane są obniżki stopy referencyjnej łącznie o 0,5 pkt proc., do 5 proc. W dalszej perspektywie analitycy oczekują kontynuacji luzowania, chociaż jego skala jest mniej pewna.∑

Panel ekonomistów
Rząd marnuje szansę na naprawę podatku Belki
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Panel ekonomistów
Ekonomiści: Euro nie sparaliżowałoby polskiej gospodarki
Panel ekonomistów
Jakub Borowski: Polska gospodarka ma polisę ubezpieczeniową od globalnych zawirowań
Panel ekonomistów
Euro w Polsce. Czy prezes NBP ma rację? Zapytaliśmy ekspertów
Panel ekonomistów
Trampolina do sukcesu: członkostwo w UE jest motorem rozwoju gospodarki