Budżet państwa wymaga racjonalizacji, a nie odchudzenia

Jeśli nowy rząd będzie dążył do zmiany struktury wydatków publicznych i podatków, aby sprzyjała rozwojowi gospodarki, nie musi się mocno przejmować dużym początkowo deficytem budżetowym.

Aktualizacja: 01.11.2023 00:24 Publikacja: 31.10.2023 03:00

Przewodniczący PO Donald Tusk

Przewodniczący PO Donald Tusk

Foto: PAP, Paweł Supernak

Według szacunków Ministerstwa Finansów przekazanych Komisji Europejskiej, w tym roku deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 5,6 proc. PKB, najwięcej od 2010 r. W kolejnym roku, jak zapisano w projekcie ustawy budżetowej, ma zmaleć do 4,5 proc. PKB, ale wielu ekonomistów uważa, że jest to przykład myślenia życzeniowego. W projekcie brakuje bowiem części wydatków, które zaplanował obecny rząd. To postawi w trudnej sytuacji nowy gabinet, który chciałby dołożyć kolejne wydatki, choćby podwyższając płace dla nauczycieli, ale też obniżyć podatki – np. podwajając kwotę wolną od PIT. Odstąpienie od tych obietnic oznaczałoby prawdopodobnie szybką utratę jego wiarygodności.

Z naszej sondy wśród uczestników panelu ekonomistów „Rzeczpospolitej” wynika jednak, że dylemat, przed którym stanie nowy rząd, nie jest tak duży, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Choć na dłuższą metę deficyt sektora finansów publicznych będzie nie do utrzymania, potrzeba jego ograniczenia nie jest paląca. W krótkim okresie rząd będzie mógł się skoncentrować na racjonalizacji wydatków publicznych i podatków. – Prawdziwy stan finansów państwa nie jest jeszcze dokładnie znany. Okazać się może, że w pierwszym roku konieczne będzie zwiększenie, a nie zmniejszenie deficytu sektora finansów publicznych. W szczególności konieczne jest odmrożenie płac w sektorze budżetowym, zdecydowane zwiększenie nakładów na sektor edukacji i szkolnictwa wyższego oraz sektor ochrony zdrowia w celu natychmiastowej ich reanimacji – mówi prof. Andrzej Cieślik z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW.

Czytaj więcej

Cezary Szymanek: Koniec rozdawnictwa w stylu Willi+. Jak rząd Tuska ma zmienić wydatki budżetu

Stać nas na rozwój

Z tezą, że priorytetem dla nowego rządu na 2024 r. będzie zmniejszenie deficytu relatywnie do zapisanych w projekcie ustawy budżetowej 4,5 proc. PKB, zgodziło się 41 proc. spośród 34 uczestników naszej sondy. Odrzuciło ją nieco ponad 47 proc. ankietowanych.

Liczby te wymagają zastrzeżenia: część ankietowanych starała się ocenić, czy nowy rząd będzie faktycznie traktował zmniejszenie luki w finansach publicznych priorytetowo. Większa część – zgodnie z naszą intencją – oceniała, czy powinien tak postępować. Szczegółowe wyniki ankiety pozwalają jednak na wniosek, że ekonomiści nie mają silnego przekonania, że rząd powinien dążyć do szybkiej poprawy kondycji finansów publicznych, nawet gdyby to było możliwe – a raczej nie jest.

– Deficyt nie jest mały, ale jeszcze niedewastujący dla finansów publicznych. Trudno zakładać jego zmniejszenie, gdy rząd musi dla zachowania wiarygodności (i to będzie prawdziwy priorytet) zrealizować podstawowe obietnice wyborcze – mówi prof. Maciej Bałtowski z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. – Fetyszyzacja deficytu ma zwolenników, jednakże budżet – w tym i deficyt – jest narzędziem osiągania celów. Kontekst gospodarczy, w którym Polska się znalazła, nie zachęca do zabiegów oszczędnościowych – przyznaje prof. Wojciech Czakon z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Przekonanie, że deficyt to tylko narzędzie do realizacji celów w szeroko rozumianej polityce gospodarczej pojawia się wśród uczestników sondy często. W tej optyce rząd nie powinien dążyć do zmniejszenia deficytu za wszelką cenę, ale powinien przeanalizować jego źródła i zoptymalizować strukturę wydatków publicznych oraz wpływów do budżetu. – Priorytetem nie powinno być zmniejszenie deficytu, bo to tylko środek do celu, a nie cel polityki gospodarczej, ale zmiana struktury deficytu w kierunku wydatków prorozwojowych (nauka, edukacja, innowacje, infrastruktura, ochrona zdrowia), które z nawiązką zwrócą się w przyszłości. Na wyższe wydatki nas stać i są niezbędne, aby wyjść z obecnego koniunkturalnego dołka, wzmacniać fundamenty długoterminowego rozwoju i podwyższać jakość życia – przekonuje dr hab. Marcin Piątkowski, profesor Akademii Leona Koźmińskiego.

Czytaj więcej

Różne sposoby liczenia pieniędzy publicznych

Podatkowe coś za coś

Podobnego zdania jest dr Maciej Bukowski z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW, prezes think tanku WISE Europa. – W 2024 r. pilnej potrzeby konsolidacji raczej nie ma, a opcje dostępne w krótkim okresie nie przyniosą wiele. Jest za to potrzeba dużych reform, pozwalających na zmiany strukturalne i uwolnienie zasobów umożliwiających dofinansowanie wydatków rozwojowych zaniedbanych w latach 2015–2023 w związku z ogromnym wzrostem transferów. Chodzi głównie o oświatę, naukę, ochronę zdrowia i administrację, a w części także inwestycje infrastrukturalne, o których poprzedni rząd dużo mówi, ale których znacząco nie zwiększył – tłumaczy dr Bukowski.

Spośród zmian w polityce fiskalnej, które pozwoliłyby na jej racjonalizację, dużym poparciem cieszy się wygaszenie już z początkiem 2024 r. ostatnich elementów tzw. tarczy antyinflacyjnej. Poparcie wyraziło niemal 59 proc. uczestników sondy. Część zastrzega, że należy to robić stopniowo, aby nie doprowadzić do wyskoku inflacji.

– Wobec szybkiej dezinflacji (a nawet deflacji) w obszarze produktów rolnych wydaje się, że rezygnacja z zerowego VAT na żywność ma uzasadnienie. Odejście od mrożenia cen energii z podobnych powodów także, jednak powrót do regulowanych cen rynkowych powinien nastąpić stopniowo – mówi dr Michał Możdżeń z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, członek Polskiej Sieci Ekonomii. PSE opublikowała list otwarty do przyszłego rządu, którego sygnatariusze apelują, aby źródeł finansowania obietnic wyborczych poszukać w zwiększeniu progresji podatkowej.

W ramach sondy podaliśmy do oceny nieco szerszą tezę: że wszelkie obniżki podatków, które planuje wprowadzić nowy rząd, np. podwojenia kwoty wolnej od PIT do 60 tys. zł, należy zrównoważyć podwyżką innych podatków. Z takim stwierdzeniem zgodziło się niemal 67 proc. ankietowanych.

Wielogłos zamiast dogmatów

Wbrew pozorom w ekonomii niewiele pytań ma jednoznaczne odpowiedzi. Celem panelu ekonomistów „Rzeczpospolitej”, który zainaugurowaliśmy w 2020 r., jest pokazanie pełnego spektrum opinii na tematy ważne dla rozwoju polskiej gospodarki. Do udziału w tym przedsięwzięciu zaprosiliśmy ponad 70 wybitnych polskich ekonomistów z różnych pokoleń i ośrodków akademickich (także zagranicznych) oraz o różnorodnych zainteresowaniach naukowych. Tę grupę ekspertów regularnie prosimy o opinie i komentarze dotyczące aktualnych zagadnień z zakresu szeroko rozumianej polityki gospodarczej. Te badania opinii cenionych ekonomistów pozwalają na recenzowanie bez uprzedzeń wszelkich pomysłów, które pojawiają się w debacie publicznej, i wysuwanie nowych. Wyniki wszystkich dotychczasowych sond znaleźć można na stronie: www.klubekspertow.rp.pl. ∑

Według szacunków Ministerstwa Finansów przekazanych Komisji Europejskiej, w tym roku deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 5,6 proc. PKB, najwięcej od 2010 r. W kolejnym roku, jak zapisano w projekcie ustawy budżetowej, ma zmaleć do 4,5 proc. PKB, ale wielu ekonomistów uważa, że jest to przykład myślenia życzeniowego. W projekcie brakuje bowiem części wydatków, które zaplanował obecny rząd. To postawi w trudnej sytuacji nowy gabinet, który chciałby dołożyć kolejne wydatki, choćby podwyższając płace dla nauczycieli, ale też obniżyć podatki – np. podwajając kwotę wolną od PIT. Odstąpienie od tych obietnic oznaczałoby prawdopodobnie szybką utratę jego wiarygodności.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Panel ekonomistów
Rząd marnuje szansę na naprawę podatku Belki
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Panel ekonomistów
Ekonomiści: Euro nie sparaliżowałoby polskiej gospodarki
Panel ekonomistów
Jakub Borowski: Polska gospodarka ma polisę ubezpieczeniową od globalnych zawirowań
Panel ekonomistów
Euro w Polsce. Czy prezes NBP ma rację? Zapytaliśmy ekspertów
Panel ekonomistów
Trampolina do sukcesu: członkostwo w UE jest motorem rozwoju gospodarki